Metoda Michaela Montignaca

Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)

Moja waga

niedziela, 29 stycznia 2012

dzień 13

56,6...............ale................

Od piątku do dzś rano średnio było mmowo - w piątek nie jadlam kolacji, w sobote śniadania.Wszystko przez złe wyniki moczu synka :( Dopóki sprawa się nie wyjaśniła (a wyjaśniła się średno niestety), nie miałam głowy do jedzenia ani tym bardziej przestrzegania diety. Ten spadek też mnie wcale nie cieszy tak jak powinien, wszak to tylko waga....nic istotnego tak naprawdę.Zdrowie! Zdrowie jest najważniejsze!!! :)
Dziś na śniadanie najadłam się niemżliwie - grahamka z dżemem i serem, muffina z budyniem, ogórek i oczywiście kawa z mlekiem.
Po feriach zacznę wstawiac zdjęcia (chyba;)) bo nuuuudą wieje :)
Jutro jedziemy nad morze na kilka dni. Na pewno nie będzie możliwości jeść wyłącznie MM(szczególnie na śniadania), ale postaram się dać z siebie wszytko!

czwartek, 26 stycznia 2012

dzień 10

66,4................hahaha:)

NIe mogę :) Zaczynam sie na poważnie zastanawiać o co chodzi...... bo te spadki......hmmmm......imponujące! ;)

środa, 25 stycznia 2012

dzień 8

66,5............... wciąż............

No tak to jeszcze nie było! Ponad 7 dni i nic!Mam nadzieję że lada dzień waga ruszy z kopyta, bo czeka mnie lekka załamka ;) Póki co dzisiaj na śniadanie muffiny z budyniem, ogórek i papryka, kawa z mlekiem. taksobie myslę że pewnie za mało warzyw jem do tych weglowodanowych posiłków, ale nie mogę, nie wcisnę więcej, szczególnie rano, szczegolnie do słodkiego śniadania! No nic - na razie ciąnę bez zmian, jeżeli o tygodniu nie będzie spadków, będzietrzeba się zastaniwić WHYYYY????

wtorek, 24 stycznia 2012

dzień 7

Oj były naleśniki! Pamietam, że na początku stosowania tej diety urzekły mnie naleśniki i placki na słodko. Przez pierwszy miesiąc był to absolutny hit, smażyłam codziennie na śniadania, wcinałam i nie mogłam uwierzyc że opychając się słodkimi naleśnikami można schudnąć!!! A jednak...:)
Na wczorajszy obiad zjadłam jajecznicę z ogórkami kiszonymi - tak na szybko szybko (korki z basenu;)).
Na kolację zupełnie nie pamiętam co, ale bankowo dietowo było :)

Dziś były małe niedogodności w postaci obiadu w knajpie ;) Mąż zaprosił nas do pirogerii i.......cóż bylo robić?;) Na szczęście w menu była też moja stała knajpiana (dietowa) pozycja - sałatka z kurczakiem/indykiem, sałatą, pomidorkami i innymi badylami :) Wątpliwości mógł budzić jedynie sos, konkretnie zawarte w nim konserwanty i cukier, ale pycha było więc nie wnikałam :) No. To taki luksus mnie dzis spotkał w ramach późnego obiadu:) Tak wogóle to fajnie tak sobie czasem wyjść na obiad:) Podadzą, sprzątną....ech.... nawet zmywarka dziś odpoczęła :)

Upiekłam wczoraj grahamki. Daaaawno nie piekłam bułeczek, ostatnio praktycznie non stop wypiekałam chleby na zakwasie, ale chyba czuję przesyt ciężkim i mokrym pieczywem. Zajadam się więc muffinami owocowymi, bułkami i chlebkiem pita :)
Dzis wypije jeszcze pół lampki czerwonego wina :)

poniedziałek, 23 stycznia 2012

dzień 6

66,7 kg.


Nie było jajka na kolację. Było sporo różnych niekoniecznie dozwolonych rzeczy. Bylismy w gościach i popłynęłam :( Żeby tego było mało, w domu zjadłam czekoladki (ale tylko 2),kanapke, pierś z kurczaka. Waga piekna :( a czasu coraz mniej.
Dziś przykładnie od rana: muffiny z budyniem, papryka i ogórek,kawa z mlekiem.

Nie wiem co na obiad, nie wiem co na kolację. Na drugie śniadanie chyba trzasnę naleśniki....Tak, zdecydowanie nalesniki :)

niedziela, 22 stycznia 2012

dzień 5

Nie właziłam dzis na wagę. Mimo że dietę stosuję od tygodnia, w piatek rano waga pokazała 67 kg!!! czyli jak w morde strzelił więcej niż przed dietą :(
Tak więc w ramach protestu nie wlazłam dzis wcale, w nosie mam :( , ale nie poddam się!!!
Jutro od rana już będzie przykładnie - dzień zacznę od wag i (łomatko a jak znówbędzie więcej....?).
W każdym razie trzymam się, walczę i już!
Dziś na śniadanie były muffiny MM z budyniem i kapką dżemu morelowego, papryka ze zmażonym serem i kiełkami rzodkiewki,
na obiad pochlonęłam pierś kurzęcą pod kołderką z serka brie i ogórkami kiszonymi. Dobre było.

Na kolację nie wiem co będzie, pewnie jajko z badylkiem jakimś...



środa, 18 stycznia 2012

Dzień 1 :)

Zapomniałam sie rano zważyć :) Trudno. Pewnie spektakularnych spadków od wczoraj nie było :)
Moje dzisiejsze menu:

Śniadanie: makaron z jagodami, białym serem i jogurtem naturalnym, ogórek zielony.
II śniadanie: cisto drożdżowe, ser, kapusta kiszona.
Obiad: 2 podudzia z kurczaka (niech żyje mój gar rzymski!!!), surówka z pora i marchewki.
Kolacja: półtora jajka na twardo, galaretka "z nóżek" by moja mama :)

To by było na tyle. Grzechów raczej nie pamietam ;)

wtorek, 17 stycznia 2012

test

No i mam :)
Lewa jestem komputerowo niesamowicie, ale jakims cudem udało mi się tu zaistnieć ;)
Bloga założyłam w akcie desperacji - mianowicie założenie jest takie, że dzięki niemu zmotywuję się do dzialania - działania na rzecz zrzucenia.... powiedzmy 6 kilogramów. Planuję osiągnąć ten cel do końca czerwca od dziś - mam więc 5,5 miesiąca. Brzmi banalnie.... wiem :) ale ....
przygodę z odchudzaniem zaczęłam ok. 2,5 roku temu. Zafascynowała mnie metoda M. Montignaca - wsiąknęłam całkiem i trzymając się (obiema ręcyma;)) zasad w  100 procentach, przez pierwsze 6 miesięcy nastąpił zrzut pierwszych 10 kilogramów:) . Później zaczęły się pierwsze odstepstwa, kilka(naście???) nieudanych powrotów, efektem czego jest 2,5 kilo więcej :( (no to w sumie i tak 7,5 mniej od czasów mojej świetności) ;)

Od dzis obiecuję sobie (uroczyście oczywiście) że wracam na dobrą (jedyną słuszną ;)) drogę MM :)
Na blogu będę spowadać się z pochłoniętych smakowitości, i pewnie z grzeszków (.... drobnych;))

Będzie dobrze!!!

Startujemy - 17 stycznia 2012 - waga 66,5 kg.
Cel - 30 czerwca 2012 - waga 60 kg :)

Uda się :) uda się:)