I wcale mi nie jest do smiechu ...
Wiem, wiem, taki problem to nie problem, WIEM :)
Metoda Michaela Montignaca
Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)
Moja waga
wtorek, 28 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
64,5
:)
No własnie tak nie lubię!No nie może się waga po prostu zatrzymać (jak juz musi), trzeba od razu tak z grubej rury??? Na kolacje co prawda zjadłam rybę z serem żółtym (dwa plastry), ale nie obżarłam się jaoś specjalnie.... no bodra - po kolacji był kawałek (jeden) czekolady i lampka wina (ale to do teatru telewizji - no taka okazja ;)). W każdym razie mam za swoje.
Te kolacje własnie ostatnio jadlam niewielkie. Zwykle (ale ileż można) były to sałatki - coś w stylu greckiej, z fetą lub kurczakiem, ale zdecydowanie przeważaly warzywa. Na kolacje fajne sa też zupy - ja często je zjadam, dojadajac po prostu resztki obiadowe ;) Należy jedynie pamiętać, by zupa była bezziemniakowa, bezkluchowa - jesli jest na mięsie lub innym tłuszczu, lub beztłuszczowa (np. śmietana) - gdy jest z ryżem, makaronem. Dziś bezgrzesznie. Zobaczymy co jutro będzie.
Ponieważ dziś mam dzieciarnię w domu, nie wiem co mi wyjdzie z moich dobrych chęci....ale ćwiczyć by zacząć :).................wreszcie :)
Wiosna idzie :)
No własnie tak nie lubię!No nie może się waga po prostu zatrzymać (jak juz musi), trzeba od razu tak z grubej rury??? Na kolacje co prawda zjadłam rybę z serem żółtym (dwa plastry), ale nie obżarłam się jaoś specjalnie.... no bodra - po kolacji był kawałek (jeden) czekolady i lampka wina (ale to do teatru telewizji - no taka okazja ;)). W każdym razie mam za swoje.
Te kolacje własnie ostatnio jadlam niewielkie. Zwykle (ale ileż można) były to sałatki - coś w stylu greckiej, z fetą lub kurczakiem, ale zdecydowanie przeważaly warzywa. Na kolacje fajne sa też zupy - ja często je zjadam, dojadajac po prostu resztki obiadowe ;) Należy jedynie pamiętać, by zupa była bezziemniakowa, bezkluchowa - jesli jest na mięsie lub innym tłuszczu, lub beztłuszczowa (np. śmietana) - gdy jest z ryżem, makaronem. Dziś bezgrzesznie. Zobaczymy co jutro będzie.
Ponieważ dziś mam dzieciarnię w domu, nie wiem co mi wyjdzie z moich dobrych chęci....ale ćwiczyć by zacząć :).................wreszcie :)
Wiosna idzie :)
niedziela, 26 lutego 2012
64,3
Oj....żeby tak chciało spadac po 100 gramów dziennie.... Na miesiąc wyszło by tego 3 kilo!!! Ale pomarzyc zawsze wolno :)
Okazuje się że spokojnie mogę jeść 4 posiłki dziennie :) Warunek jest taki, że na pierwsze śniadanie nie napycham się po uszy ale najadam się:) Na drugie śniadanie zjadam nieco mniej niż na pierwsze. Na przykład wczoraj usmażyłam naleśniki z przepioswej ilości mąki - 100 gramów - wyszło mi 5 dużych nalesników, no w rezultacie 4, bo pierwszy mi się zmasakrował ;) Normalnie zjadłabym wszystko na pierwsze śniadanie, bez najmniejszego problemu :) Tym razem zjadłam po 2 na każdy posiłek - najadłam się,ale nie nażarłam:)
Dziś nie jadłam czekolady po obiedzie :)Wczoraj nie piłam wina wieczorem :) A powinam, bo okazało się że mam psa alergika :( Wg testów skórnych Zojka jest uczulona na pyłki traw, pleśnie, grzyby, roztocza kurzu domowego....plus jeszcze kilka innych alergenów, ale szczegóły poznam jutro dopiero. Tak więc jak szalec to szaleć - Zojek dołączyła do grona alergikow w naszym domu ;) No, ale w sumie alergia to pikuś. Damy radę :)
Od jutra planuję ćwiczyć. Sama w domu. Mam płyty z Cindy, mam jakiś TBC (fajny, przećwiczony ;)), planuję jeszcze zumbę sobie potańczyć. Zobaczymy co na to powie moje kolano... jak polegnie to z aktywności zostanie mi jedynie basen. No i rower już niedługo:)
Okazuje się że spokojnie mogę jeść 4 posiłki dziennie :) Warunek jest taki, że na pierwsze śniadanie nie napycham się po uszy ale najadam się:) Na drugie śniadanie zjadam nieco mniej niż na pierwsze. Na przykład wczoraj usmażyłam naleśniki z przepioswej ilości mąki - 100 gramów - wyszło mi 5 dużych nalesników, no w rezultacie 4, bo pierwszy mi się zmasakrował ;) Normalnie zjadłabym wszystko na pierwsze śniadanie, bez najmniejszego problemu :) Tym razem zjadłam po 2 na każdy posiłek - najadłam się,ale nie nażarłam:)
Dziś nie jadłam czekolady po obiedzie :)Wczoraj nie piłam wina wieczorem :) A powinam, bo okazało się że mam psa alergika :( Wg testów skórnych Zojka jest uczulona na pyłki traw, pleśnie, grzyby, roztocza kurzu domowego....plus jeszcze kilka innych alergenów, ale szczegóły poznam jutro dopiero. Tak więc jak szalec to szaleć - Zojek dołączyła do grona alergikow w naszym domu ;) No, ale w sumie alergia to pikuś. Damy radę :)
Od jutra planuję ćwiczyć. Sama w domu. Mam płyty z Cindy, mam jakiś TBC (fajny, przećwiczony ;)), planuję jeszcze zumbę sobie potańczyć. Zobaczymy co na to powie moje kolano... jak polegnie to z aktywności zostanie mi jedynie basen. No i rower już niedługo:)
sobota, 25 lutego 2012
64,4
Nareszcie sobota i można pożreć naleśniki na śniadanie :) Jejuńciu jakie to dobre :)
Naleśniki z mąki orkiszowej razowej są wyjatkowo ciężkie w "obsłudze", czyli w przygotowaniu. Ciasto przywiera do patelni, jest wyjątkowo miękkie ,klejace i lejące.... ale efekt - gdy już przebrniemy przez etap smażenia, nie wywalając z hukiem patelni razem z naleśnikami do kosza - powalający!!!! Bardzo elastyczne, mieciutkie naleśniki z twarożkiem i dżemem wiśniowym - godne polecenia.Dla wszystkich - nie tylko dla MMmujących. Mój mąż nawet wcina takie - oczywiście nie ma pojęcia że mąka jest orkiszowa, a na dodatek razowa ;) jakbym o tym niechcący wspomniała, na bank by mu nie smakowały :)
Dziś rano okazało się, że ze spodni biodrówek zrobiły się NIEbiodrówki, dodatkowo efekt "bocznych wylewów" został zminimalizowany :):):) Jest mi dobrze:)
Naleśniki z mąki orkiszowej razowej są wyjatkowo ciężkie w "obsłudze", czyli w przygotowaniu. Ciasto przywiera do patelni, jest wyjątkowo miękkie ,klejace i lejące.... ale efekt - gdy już przebrniemy przez etap smażenia, nie wywalając z hukiem patelni razem z naleśnikami do kosza - powalający!!!! Bardzo elastyczne, mieciutkie naleśniki z twarożkiem i dżemem wiśniowym - godne polecenia.Dla wszystkich - nie tylko dla MMmujących. Mój mąż nawet wcina takie - oczywiście nie ma pojęcia że mąka jest orkiszowa, a na dodatek razowa ;) jakbym o tym niechcący wspomniała, na bank by mu nie smakowały :)
Dziś rano okazało się, że ze spodni biodrówek zrobiły się NIEbiodrówki, dodatkowo efekt "bocznych wylewów" został zminimalizowany :):):) Jest mi dobrze:)
piątek, 24 lutego 2012
64,9
Wygląda na to, że czekolada gorzka _codziennie_ po obiedzie nie pomaga chudnąć ;). W tym tygodniu tylko w środę nie żarłam tej nieszczęsnej (ale pysznej!) czekolady bo zapomniałam że ją mam ;)
czwartek, 23 lutego 2012
64,7
Nie mam juz cierpliwosci do liczenia kolejnych dni. Czytelniej będzie wpisywać w tytule wagę:)
Fajnie że powolutku waga leci w dół.... pamietam,jak popowrocie znad morza na początku lutego waga pokazała rano 67,2!
Dziś pogrzebałam na zuzlowych przepisach MM i nosi mnie od rana :)Jutro pewnie będę wypiekać....
Mam też basen w planach (a raczej w sferze marzen nieśmiałych) na najbliższe dni. Tym razem pojadę sama bez dzieciorków - może wreszcie popływam, bo ostatnio moja aktywność basenowa polegała na usadzeniu tyłka na wielkim bąblu wodnym wypływajacym z dna brodzika dla maluszków ;).... i masowaniu czterech liter podczas gry w piłke z synkiem :) Z drugiej strony - co to za przyjemność sprawiać sobie ...przyjemność - tylko sobie...? Dylemat hehe:)
Fajnie że powolutku waga leci w dół.... pamietam,jak popowrocie znad morza na początku lutego waga pokazała rano 67,2!
Dziś pogrzebałam na zuzlowych przepisach MM i nosi mnie od rana :)Jutro pewnie będę wypiekać....
Mam też basen w planach (a raczej w sferze marzen nieśmiałych) na najbliższe dni. Tym razem pojadę sama bez dzieciorków - może wreszcie popływam, bo ostatnio moja aktywność basenowa polegała na usadzeniu tyłka na wielkim bąblu wodnym wypływajacym z dna brodzika dla maluszków ;).... i masowaniu czterech liter podczas gry w piłke z synkiem :) Z drugiej strony - co to za przyjemność sprawiać sobie ...przyjemność - tylko sobie...? Dylemat hehe:)
poniedziałek, 20 lutego 2012
dzien 36
64,9
Ha! Coś jednak się dzieje....:)
śniadanie - chleb czekoladowy z "nutellą" MM,
obiad - pół camemberta, plastek karku pieczonego, surówka z kapusty i koperku,
kolacja - jajka na półtwardo, szprotkiz puszki, coś zielonego - może sałata
Zaczynam lubić poranne wchodzenie na wagę:)
niedziela, 19 lutego 2012
Dzień 35
65,0
To jest waga, do jakiej spadłam półtora roku temu.... Do celu brakuje 5 kilogramów.....Hurrraaa!!!!! Wieczorne wino w ilości sporej (ok. pół butli) nie hamuje chudnięcia!!! ;););) Przez przypadek panie w sklepie oświeciły mnie że to ostatnia sobota karnawału :) Kupiłam więc bilety autobusowe i winko...... i w sumie to byl świetny pomysł :) Ruszylismy w gości, a że zawsze jestem kierowcą i wożę tyłki mojemu całemu towarzystwu to omija mnie nawet lampka wina poza domem. Tym razem odbiłam sobie z procentem:)
Dziś zrobiłam nutellę MM - jutro zapodam na śniadanie :)
Moje menu dzisiejsze:
śniadanie - naleśniki z serem i dżemem wiśniowym, papryka i ogórek świeży,
obiad - piersi kurzęcew majonezie, surówka z kapusty białej,
kolacja - nie wiemjeszcze, ale chyba sałatka (sałata, papryka, ogórek) z serem pleśniowym.
piątek, 17 lutego 2012
Placki selerowe
Fantastyczny dodatek do obiadu tłuszczowego, mnie znakomicie zastępują plaki ziemniaczane:) Przepis znalazłam na Zuzlu dawno temu, zmodyfikowalam (jak większość przepisów) do swoich potrzeb i placki selerowe w moim wykonaniu wygladają tak:
Na zdjęciu w towarzystwie wołowiny duszonej i ogórkow kiszonych, jako mój dzisiejszy obiad :)
A robimy je tak:
Selera traktujemy na tarce (ja miałam pół niedużego), solimy, pieprzymy, wbijamy jajko i (jeśli mamy w lodówce) dodajemy startego na tarce sera żółtego - trochę ;) Jesli jest za geste mozna spokojnie dodać jeszcze jedno jajo. Mieszamy dokładnie i od razu smażymy - w przeciwnym przypadku podejdą wodą (czy sokiem czy czymś tam mokrym ;)) i się nam porozlatują :)
Gotowe! najwięcej roboty jet ze starciem selera (twarde cholerstwo) - jak przebrniemy to dalej juz łatwizna - a jak smakują... pycha! :)
W oryginalnym przepisie dziewczyna dodawała do nich śmietanę i granulat sojowy, ale ja to z powodzeniem pomijam.
Na zdjęciu w towarzystwie wołowiny duszonej i ogórkow kiszonych, jako mój dzisiejszy obiad :)
A robimy je tak:
Selera traktujemy na tarce (ja miałam pół niedużego), solimy, pieprzymy, wbijamy jajko i (jeśli mamy w lodówce) dodajemy startego na tarce sera żółtego - trochę ;) Jesli jest za geste mozna spokojnie dodać jeszcze jedno jajo. Mieszamy dokładnie i od razu smażymy - w przeciwnym przypadku podejdą wodą (czy sokiem czy czymś tam mokrym ;)) i się nam porozlatują :)
Gotowe! najwięcej roboty jet ze starciem selera (twarde cholerstwo) - jak przebrniemy to dalej juz łatwizna - a jak smakują... pycha! :)
W oryginalnym przepisie dziewczyna dodawała do nich śmietanę i granulat sojowy, ale ja to z powodzeniem pomijam.
Dzień 33
65,1
Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku :) We mnie też wstapily nowe siły - wczoraj usg nerek synka wyszło idealnie!!!! Stres mnie opuscił i wraca chęć dogotowania, pieczenia,dietowanai - do życia! :) A dziś:
śniadanie - pizzetka, półtora ogórka kiszonego, kawałek papryki, jogobella light, kawa z mlekiem,
obiad - (w planach) - placki selerowe, wolowina duszona, surówka z pora,
kolacja - jajka na półtwardo, szproty w oleju (puszkowe), ogórki kiszone.
czwartek, 16 lutego 2012
Kapusta z fasolą i pomidorami
Kiedyś już gotowałam tą kapustę, niestety przesypałam kminku którego (jak się okazało) nie lubię. Dziś robię bez kminku, kapusta jeszcze siedzi w garnku.....
Potrzebujemy:
średnia główka kapusty (u mnie ok. połowy dośc sporej głowy)
ok. 250 g fasolki białej (suchej)
włoszczyzna
przecier pomidorowy
I teraz tak:
Fasolkę gotujemy do miękkości, można ugotowac ją dzień wcześniej, można sporo wcześniej i przechowywac w zamrażarce.
Kapustę kroimy, włoszczyznę traktujemy na tarce, gotujemy do miękkości, wręcz do bardzo miękkości ;) (ja wrzucam do szybkowara i gotuję dość długo).
Dorzucamy fasolę i przecier, doprawiamy jak kto lubi i...gotowe!
jest to posilek weglowodanowy, podajemy z surowizną oczywiście :)
Przepis zaczerpnięty z forum DI.
Potrzebujemy:
średnia główka kapusty (u mnie ok. połowy dośc sporej głowy)
ok. 250 g fasolki białej (suchej)
włoszczyzna
przecier pomidorowy
I teraz tak:
Fasolkę gotujemy do miękkości, można ugotowac ją dzień wcześniej, można sporo wcześniej i przechowywac w zamrażarce.
Kapustę kroimy, włoszczyznę traktujemy na tarce, gotujemy do miękkości, wręcz do bardzo miękkości ;) (ja wrzucam do szybkowara i gotuję dość długo).
Dorzucamy fasolę i przecier, doprawiamy jak kto lubi i...gotowe!
jest to posilek weglowodanowy, podajemy z surowizną oczywiście :)
Przepis zaczerpnięty z forum DI.
Dzień 32
65,4
Juz drugi dzień waga się nie zmienia. Marnie mi to idzie, ale podobno każde kolejne podejście do MM to gorsze wyniki - nie tak spektakularne jak za pierwszym razem. Zresztą ze wszystkimi dietami tak bywa. Cóż - dla mnie to i tak niewiele zmienia, bo ja uwielbiam MM :) I nawet jak nie będę chudła zbyt szybko to się nie zrażę :) No dobra - dogadzałam sobie winem wieczorami - wytrawnym białym....:)
dziś tłusty czwartek....przyzwyczaiłam sie już do tego, że nie jem tego dnia pączków ani innych słodkościidobrze mi z tym - nie narzekam:) Swoją drogą jakby tak były pączki MM.....echhh ;)
środa, 15 lutego 2012
Pizzetki
Wczoraj popełniłam pizzetki... miały poczekać do śniadania dnia następnego, ale w rezultacie były na obiad z papryką konserwową i kefirem.Pycha :) Przepis zaczerpnięty z forum Zuzla, zmodyfikowany przeze mnie.
Na 3 pizzetki (ja zrobiłam ztej ilości 4 sztuki, ale nastepnym razem zrobię 3, będzie więcej na raz do zjedzenia, bo to pyszne jest :))
Potrzebujemy:
300 ml mąki pszennej graham - typ 1850 lub wyżej (u mnie 2000)
100 ml letniej wody
łyżeczka drożdży suchych (lub 1/8 paczki dużej świeżych)
szczypta fruktozy
łyżka oliwy z oliwek
pieczarki, cebula, papryka .... i co tam chcemy z warzyw.
sos pomidorowy:
pomidory z puszki, koncentrat, zioła (u mnie czosnek, bazylia i oregano), sól - zmiksować - gotowe :)
Wykonanie:
Ja wrzuciłam wszystko w automat do chleba, po wyrośnięciu formowałam, dla tych którzy szczęśliwymi posiadaczami takiego automatu nie sąprzygotowanie wyglada tak:
Do michy wsypać mąkę. Zrobić po środku dołek, wkruszyć do niego drożdże, zasypać je fruktoza i zalac mniej więcej połową letniej wody. Poczekac z 15 minut zeby drożdże ruszyły. Potem do michy siup resztę, wymieszać mikserem, zeby powstało coś na kształt kuli. Odstawic do wyrośnięcia na ok. godzinkę.
Po tym czasie wyjąć na blat oprószony mąką, zagnieść, podzielić na 3 części, rozciągnąc na okrągłe pizzetki. Odstawiamy takie uformowane jeszcze na pół godziny. Nastepnie smarujemy sosem, nakładamy warzywa (u mnie pieczarki uduszone z cebula, pomidor, papryka czerwona i żółta).
Wkładamy do piekarnika na 10 minut na 200 stopni.
Moje pizzetki polałam smażonym białym serem - super wyszło :)
Na 3 pizzetki (ja zrobiłam ztej ilości 4 sztuki, ale nastepnym razem zrobię 3, będzie więcej na raz do zjedzenia, bo to pyszne jest :))
Potrzebujemy:
300 ml mąki pszennej graham - typ 1850 lub wyżej (u mnie 2000)
100 ml letniej wody
łyżeczka drożdży suchych (lub 1/8 paczki dużej świeżych)
szczypta fruktozy
łyżka oliwy z oliwek
pieczarki, cebula, papryka .... i co tam chcemy z warzyw.
sos pomidorowy:
pomidory z puszki, koncentrat, zioła (u mnie czosnek, bazylia i oregano), sól - zmiksować - gotowe :)
Wykonanie:
Ja wrzuciłam wszystko w automat do chleba, po wyrośnięciu formowałam, dla tych którzy szczęśliwymi posiadaczami takiego automatu nie sąprzygotowanie wyglada tak:
Do michy wsypać mąkę. Zrobić po środku dołek, wkruszyć do niego drożdże, zasypać je fruktoza i zalac mniej więcej połową letniej wody. Poczekac z 15 minut zeby drożdże ruszyły. Potem do michy siup resztę, wymieszać mikserem, zeby powstało coś na kształt kuli. Odstawic do wyrośnięcia na ok. godzinkę.
Po tym czasie wyjąć na blat oprószony mąką, zagnieść, podzielić na 3 części, rozciągnąc na okrągłe pizzetki. Odstawiamy takie uformowane jeszcze na pół godziny. Nastepnie smarujemy sosem, nakładamy warzywa (u mnie pieczarki uduszone z cebula, pomidor, papryka czerwona i żółta).
Wkładamy do piekarnika na 10 minut na 200 stopni.
Moje pizzetki polałam smażonym białym serem - super wyszło :)
Zdjęcie do kitu - zabrali aparat :(
poniedziałek, 13 lutego 2012
Dzień 28
65,8
nadal...... ale wlazłam tez na wagę zaraz po obiedzie i pokazala yle co rano :) Więc nadzieje jest że spadnie do rana choc troszkę ;)
Dziś pierwszy dzień jestem na trzech posiłkach, przy śniadaniu o 7 rano.Myślałam że będzie gorzej,ale nie byłam jakaś wyjatkowo głodna. No fakt, że calutki dzię dziś miałam zapełniony, więc czasu na myślenie o zarciu nie było zbyt wiele (korki z basenu!;)). Ekspertki na Zuzlu twierdzą, żetrzy posiłki dziennie to za mało, że sześciogodzinna przerwa między posiłkami jest za długa. Szczerze mówiąc wersja "zuzlowa" byłaby dlamnie zdecydowanie bardziej kusząca... echhh, ja tak lubię jeść (wiem, powtarzam się;)) Tak wiec śniadanie jem o 7, obiad ok. 12, kolację o 17.30. I chwilowo tak zostanie :)
Dziś było tak:
Śniadanie - twarożek ze szczypiorkiem, pomidory, muffiny z jagodami, kawa z mlekiem,
Obiad - szpinak ze śmietaną, łosoś smażony, surówka porowa,
Kolacja - makaron ze szpinakiem (nie smakował mi!!), surówka porowa.
Teraz wina bym się napiła..... ale się nie napiję ;) Po pierwszenie mam czerwonego wytrawnego (za to pyszne białe), po drugie kolacja nie była tłuszczowa.
niedziela, 12 lutego 2012
Dzień 27
65,8
Wczoraj nie było wzorowo..... byliśmy u znajomych do późnego wieczora. miałam wypic u nich już tylko herbatę, ale weź siedźczłowieku przy zastawionym stole i nie jedz! ;) Zjadłam trochę sałatki i kilka kawałków kabanosa. To w sumie wszystko, słodyczy nie tknęłam, alkoholu też (kierowca;)). nie powinno byc źle...zobaczymy jutro....
Od dzisiaj znów przykładnie MM :)
Takie drożdżówki dziś popełniłam w ramach niespodzianki walentynkowej :) Zupełnie nie MM, no ale ja tego jeśc nie będę ;) Niezbyt kształtne mi wyszły te serducha, ale starałam się jak mogłam :) Drożdżówki siedzą już w zamrażarce i czekają na swój debiut za dwa dni :)
sobota, 11 lutego 2012
Dzień 26
65,4
No i powolutku idzie :) nareszcie :) tak wlaśnie miało być, choć znając swój organizm niedługo na jakeś czas wszystko się zatrzyma na jakieś średnio 3 tygodnie, by potem znów ok. kilograma (zwykle ciut mniej) spaść..... bilans wychodzi na kilogram miesięcznie mniej. Mało? Byc może. Ale można jeść takie pyszności !Na żadnej (zdrowej) diecie tak się nie jada:)
Poczytuję sobie watek na forum DI, dzieki któremu wszystko się zaczęło:
(i motywacja ;)) była ogromna :) Wtedy startowałam z wagą 76 kg. W lipcu. Skończyłam w okolicach Bożego Narodzenia, czyli pół roku później z 65 kilogramami! Fak, że przez te pół roku nie złamałam się nawet kostką gorzkiej czekolady, pilnowałam składów każdej rzeczy którą kupowałam, a! i nie zapijałam kolacji winem;) I tak się przez półtora roku trzymałam, waga oscylowała miedzy 66-67 kilo. Uważam że i tak nie było źle :)
czwartek, 9 lutego 2012
Dzień 25
Wcinam sobie własnie muffiny z jagodami na śniadanie, przeglądam gazetę, znajome blogi, piję kawę :)
Mam w planach dzis łyżwy z córką, więc może nawet się załapię na trochę ruchu ;)
Wczoraj piekłam szarlotkę dla rodzinki, absolutnie nie MM ;) ioczywiście podskubywałam sobie po troszku - jakb do kupy to zebrać, to by się okazało że wcięłam niewielki kawałak w sumie :( Straszny jestem łakomczuch. Okropny. Najgorsze w tym jest to, że jak zacznę choćby od malutkiego kawałka czekolady to kończę na całej tabliczce. Nie jestem w stanie się opanować.... A jak już zjem tą nieszczęsną tabliczkę czekolady to już nie mam innych zahamowań...... dlatego nie powinnam próbować nawet slodkości. Stosując MM można pozwolić sobie od czasu do czasu na okienko czekolady gorzkiej(po obiedzie tłuszczowym) - ja nie mogę - kończy się zawszena conajmniej połowie ;) (wiem, wiem - to nie jest smieszne).
Na łyżwach nie byłam. Syn mi się rozkichał :( Zjadłam dobry obiad - łososia smażonego i sałatkę a'la grecką z sosem czosnkowym, na kolację zupę brokułową.
Głodna jestem. Chyba.
21.19...wina bym się napiła....
Nie mam czerwonego wytrawnego wina - takie można pić po kolacji tłuszczowej:) Mam białe.....też wytrawne - chyba to nie będzie naduzycie prawda? ;) Tym bardziej, że u mnienikt go nie wypije, więc po prostu muszę ja no - muszę!
środa, 8 lutego 2012
dzień 23
66,0
Nareszcie coś się ruszyło :) Po 23 dniach pół kilograma w dół :) No ja mam nadzieję że to trochę bo aż tyle cierpliwości to ja chyba nie mam :) Jednak zdecydowanie trzy posiłki zamiast czterech służą mi lepiej, a szkoda, bo ja tak lubię jeść.... :) Najwyraźniej w moim przypadku sprawdza się w 100 % powiedzenie że chudnie się od tego czego się nie zje, a nie od tego co się zje ;) Więc ....żegnajcie drugie śniadania! No ale do rzeczy:
Śniadanie: naleśniki z twarożkiem i jagodami, papryka i sałata lodowa (pewnie za mało ale więcej nie daję rady).
Obiad: łosoś na szpinaku i kiszona kapusta.
Kolacja była na szybko, troche za późno (głodna już byłam), więc zanim mi się zrobiła kolacja zjadłam kilka plasterków sera żółtego, ale to nie grzech przecież:) Zrobiłam sobie jajko sadzone na szpinaku pod serem żółtym. PYYYCHA :)
Jutro korki z basenu :) Tym razem jadę z dzieciakami sama. Nie popływam bo Tomka będę miała cały czas. Ciekawe ile moze zająć nauka pływania trzyipółlatka niepanikującego......
wtorek, 7 lutego 2012
Dzień 22
Chyba udało mi się wstawic zdjecie :) To moje dzisiejsze sniadanie. Bułki grahamki MM z serem smażonym (tzw. ser topiony MM), oraz z twarożkiem i tuńczykiem. Dodam, że nie zmieściłam calych warzyw - zostały dwa kawalki ogórka. Do w/w zestawu była jogobellka brzoskwiniowa i kawa z mlekiem.
Uwielbaim śniadania MM!!!
Na obiad (szybki i późny)kiełbaska na ciepło zmusztardą Dion, pół camemberta i papryka konserwowa MM (oczywiście) :)
na kolację mam juz usmażoną (ciut rozpaćkaną) solę i surowkę zkiszonej.
Dziś jest przykładnie :)
A to bułki mojeulubione:
Uwielbaim śniadania MM!!!
Na obiad (szybki i późny)kiełbaska na ciepło zmusztardą Dion, pół camemberta i papryka konserwowa MM (oczywiście) :)
na kolację mam juz usmażoną (ciut rozpaćkaną) solę i surowkę zkiszonej.
Dziś jest przykładnie :)
A to bułki mojeulubione:
niedziela, 5 lutego 2012
dzień 20
Oczywiście wpoprzednim wpisie wkradł się błąd - o cale 10 kilo poleciałam ;) Ale jak ładnie wyglądało...... echhhh :)
Przez cały pobyt nad morzem nie było mowy o posiłkach MM. Wogóle. Śniadania w pensjonacie i obiadokolacje nie dawały szans..:( No, ale przynajmniej z czystym sumieniem pojadłam, wszak nie miałam wyjścia ;) Dodatkowo opychałam się ciasteczkami kupowanymi przez dzieciaki, więc w ramach dbania o ich zdrowie i ograniczania ilosci spożywanych przez łobuzy słodyczy skutecznie ich tych słodyczy pozbywałam, wciągając ile się da ;)
Wszystko to odbiło się na wadze niestety, jest źle, aż tak nie miało być :( W sobotę po powrocie waga pokazała rano 67,2 kg. Nie pamietam takiej wagi u siebie. Płynę...... płynę bardzo!
Ponieważ są ferie i wstaję sporo później niż noralnie, jem trzy posiłki dziennie i przez kolejny tydzień tak zostanie.
Jutro znów muszę uzupełnić zamrażarkę o nowe wypieki MMmowe bo już prawie nic nie mam. Mam nadzieję ze wreszcei uda mi się zamieścić jakieś zdjęcia i przepisy konkretne. Musze po prostu się zmobilizować.
Przez cały pobyt nad morzem nie było mowy o posiłkach MM. Wogóle. Śniadania w pensjonacie i obiadokolacje nie dawały szans..:( No, ale przynajmniej z czystym sumieniem pojadłam, wszak nie miałam wyjścia ;) Dodatkowo opychałam się ciasteczkami kupowanymi przez dzieciaki, więc w ramach dbania o ich zdrowie i ograniczania ilosci spożywanych przez łobuzy słodyczy skutecznie ich tych słodyczy pozbywałam, wciągając ile się da ;)
Wszystko to odbiło się na wadze niestety, jest źle, aż tak nie miało być :( W sobotę po powrocie waga pokazała rano 67,2 kg. Nie pamietam takiej wagi u siebie. Płynę...... płynę bardzo!
Ponieważ są ferie i wstaję sporo później niż noralnie, jem trzy posiłki dziennie i przez kolejny tydzień tak zostanie.
Jutro znów muszę uzupełnić zamrażarkę o nowe wypieki MMmowe bo już prawie nic nie mam. Mam nadzieję ze wreszcei uda mi się zamieścić jakieś zdjęcia i przepisy konkretne. Musze po prostu się zmobilizować.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


