Oj były naleśniki! Pamietam, że na początku stosowania tej diety urzekły mnie naleśniki i placki na słodko. Przez pierwszy miesiąc był to absolutny hit, smażyłam codziennie na śniadania, wcinałam i nie mogłam uwierzyc że opychając się słodkimi naleśnikami można schudnąć!!! A jednak...:)
Na wczorajszy obiad zjadłam jajecznicę z ogórkami kiszonymi - tak na szybko szybko (korki z basenu;)).
Na kolację zupełnie nie pamiętam co, ale bankowo dietowo było :)
Dziś były małe niedogodności w postaci obiadu w knajpie ;) Mąż zaprosił nas do pirogerii i.......cóż bylo robić?;) Na szczęście w menu była też moja stała knajpiana (dietowa) pozycja - sałatka z kurczakiem/indykiem, sałatą, pomidorkami i innymi badylami :) Wątpliwości mógł budzić jedynie sos, konkretnie zawarte w nim konserwanty i cukier, ale pycha było więc nie wnikałam :) No. To taki luksus mnie dzis spotkał w ramach późnego obiadu:) Tak wogóle to fajnie tak sobie czasem wyjść na obiad:) Podadzą, sprzątną....ech.... nawet zmywarka dziś odpoczęła :)
Upiekłam wczoraj grahamki. Daaaawno nie piekłam bułeczek, ostatnio praktycznie non stop wypiekałam chleby na zakwasie, ale chyba czuję przesyt ciężkim i mokrym pieczywem. Zajadam się więc muffinami owocowymi, bułkami i chlebkiem pita :)
Dzis wypije jeszcze pół lampki czerwonego wina :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz