Metoda Michaela Montignaca

Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)

Moja waga

piątek, 30 marca 2012

Trzymam się :)

Wczoraj rano waga pokazała 63,6! Bardzo opornie mi to idzie, chyba mój organizm polubił moja wagę i  nie zamierza pozbywać się balastu ;) Ale jestem twarda. Nie mam już jakiegos wielkiego ciśnienia, widzę po sobie, po spodniach, po stanikach że jest lepiej, coraz mniej mnie wystaje spod ciuchów ;) Postanowiłam, że jak waga pokaże 62 kg to kupię sobie nowe spodnie - a nie mam zbyt wiele czasu, bo dżinsy moje (jedyne) na tyłku mi się zaczynają przecierać!
Przedwczoraj wieczorem zjadłam 2 cukierki czekoladowe i kilka paluszków.... nie zagryzłam zieleniną ;) Dzis rano waga pokazała 64,2, więccoooffffffka totalna!
Codziennie robię conajmniej półgodzinny spacer z psem dość szybkim rokiem - no nie kurcgalopkiem, ale raczej żwawo :) Na inną forme aktywności oprócz basenu raz w tygodniu nie mam czasu nic a nic. I tak to mniej więcej wyglada....

sobota, 24 marca 2012

Wiosna :)

Piękna pogoda, po prostu piękna :)
Starszy dziecior w postaci osmiolatki wyeskpediowany na biwak zuchowy :) Jestem więc przez weekend posiadaczka jednego dziecka. fajnie? No własnie nie bardzo - owszem, mamy dla siebie mnóstwo czasu, ale taka starsza siostra w domu to jednak luksusowa opieka dla prawieczterolatka :)

Nie właziłam dzis na wage i nie bedę włazić codziennie jak głupia. najważniejsze że moe metody usprawnienia spraw kibelkowych jako tako działają - liczę na lekkie spadki:)

Dzis jadłam :
śniadanie - owsianka :), ogórek kiszony, papryka, rzodkiewka, kawa z mlekiem
II sniadanie - bułka MM z nutellą MM (gotowana fasola, kakao, jogurt nat., fruktoza), ogórek kiszony i świeży, jogobellka brzoskwiniowa(wcae się nie najadłam, mimo że zjadłam moim zdanie zbyt dużo),
obiad - mięsko z udźca kurzego z pieczarkami w sosie smietanowym, surówka z pora,
kolacja - jeszcze nie wiem, pewnie sałatka, albo ...... nie wiem - pewnie sałatka.

na rower mi się chce!

piątek, 23 marca 2012

63,9!!!!

Jest tak jak przypuszczałam - moja przemiana materii zatrzymala się ;), bo nazwanie tego "zwolnieniem" jest mooocno przesadzone. Po ponad tygodniu moich starań (piję siemie lniane wieczorem i codziennie rano wodę z sokiem z cytryna na czczo, dodatkowo płatki owsiane z suszonymi śliwkami na sniadanie), jako teko sytuacja wraca do normy, a to od razu widac na wadze :)

O trzech dni rano, po zaprowadzenieu synaka do przedszkola robie sobie okołogodzinny spacer z psem - dość szybkim krokiem. To taka namiastka treningu kardio :), myślę nawet że można to pod taki trening podciągnąć śmiało, bo wracam zmęczona, spocona i zadowolona :)


Póki co menu na dziś:

śniadanie - owsianka MM z suszonymi śliwkami, ogórek świeży, papryka, kawa z mlekiem,
II sniaanie - bułeczka MM, twarożek ze szczypiorkiem, jogobellka brzoskwiniowa, ogórki kiszone,
obiad - filet z dorsza, surówka z pora,
kolacja - bedzie sałatka cos w stylu greckiej, czyli warzywa, ser feta i sos na bazie oliwy z oliwek.
Wieczorem kieliszek wina :)

środa, 21 marca 2012

siemię lniane

Jedyną rzeczą jakiej nie próbowałam wcześniej w walce z zaparciami jest właśnie siemie lniane. Szczerze mówiąc absolutnie nie wierzyłam że okaże sie pomocne, ale nie miała wyjścia... i stał się cud! Nadal nie jest idealnie (oj daleeeko do ideału), ale widzę efekty ;)
Jak to się robi? Otóż zmielone ziarenka siemienia lnianego - 2 łyżeczki - zalewam wodą, moim zdaniem nie ma różnicy czy gorącą czzy letnią, czekam pół godziki i wypijam. Smaczne nie jest, więc piję szybko. Dodatkowo rano na czczo wypijam szklankę wody z cytryną lub z namoczonymi wieczorem sliwkami suszonymi. Mam nadzieję że pomoże na dłuższą metę.... A jak nie to chyba pora badania jakies zrobić....

poniedziałek, 19 marca 2012

cienka jestem jak.....

.....dupa węża!!!!





Ponieważ prognozy pogody na weekend kusiły, zapakowałam dzieci do samochodu i pojechaliśmy do mojej mamy, a właściwie do taty bo u niego nocujemy. Do niedzieli rano jedynym grzechem była sklepowa kiełbasa na ognisku, ale juz bez przesady - kawałeczek nikogo nie zabije (ani nie upasie ;)).  tak więc bez wyrzutów sumienia wkroczyłam w niedzielę w nowy etap mojego życia - etap trzydziestosześciolatki ;) I tu się właśnie zaczęło.... Moja kochana ośmioletnia córka upiekła z babcią tort dla mnie:)Urodzinowy. Sama własnoręcznie go ozdobiła! No i jak tu nie zjeść??? No jak?!? Oczywiście na jednym kawałku sie nie skonczyło:( a do wieczora bylo jeszcze gorzej :( Mój mąż (cholera) do prezentu urodzinowego dołożył pudełeczko mleczka alpejskiego - pudełko znaczy nie pudełeczko, bo te opakowania są spore przecież. .................... nie wiem ile zżarłam, ale sporo :(
Nie sądziłam że będę taka cienka, ostatnim razem nie złamałam zasad przez 6 miesięcy - ani jednego odstępstwa od założeń diety - słowo!
I teraz co? Od dzisiaj z ręką na sercu dieta dalej? Nie mam żadnych okazji do grzechów aż do Wielkanocy ;) Póki co:

Śniadanie - płatki owsiane na mleku, ogórek zielony, jogobelka brzoswiniowa, kawa z mlekiem.
Obiad - gulasz z udźca kurzego, fasolka zielona, surówka z pekinki, pora, koperku z sosem czosnkowym.
Koalcja - nie wiem - nie kupiłam sera pleśniowego (fuck!), a taką miałam ochotę na "szopską" sałątkę.... kupię makrekle i z jajkiem i ogórami kiszonymi wciągnę.

czwartek, 15 marca 2012

Walka trwa ;)

Walczę!
Z zaparciami, z wagą, z dietą...
Wczoraj pierwszy raz złamalam się :( Mąż przyniósł na pokuszenie pudełko pysznych ciast.... Naprawdę nie chciałam, naprawdę! Ale jakoś tak wyszło że jak spróbowałam.... to zżarłamkilka kawałków. Piszę kilka bo nie wim dokładnie ileich było! Pisałam juz o tym, że nie potrafię zjeść kawałka no :( jak zacznę to płynę na całego :( Ciasto poprawilam rodzynkami w czekoladzie - tych na szczęście nie zjadłam za dużo bo to "nagrody" mojego synka, bez których ani rusz ;) Za to nie jadłam juz kolacji....

Mimo to brzuch nie urósł :) W poniedziałek od rana znów wejdę na wagę...

środa, 14 marca 2012

tak jakby problemy...

Waga stoi. Walczę z zaparciami niestety :( Fatalnie, bo trzyma mnie to cholerstwo już dośc długo, myślę że własnie dzięki temu waga nie spada. Dietę trzymam :)  Mimo, że cierpliwości zaczyna mi brakować, próbuję metod naturalnych. Wieczorem wypiłam zaparzone siemię lniane...brrrrrr...... smaczne toto nie bylo, ale muszę no! Rano od tygodnia piję na czczo szklanke wody, dzis dodatkowo z namkoczonymi wieczorem sliwkami suszonymi. Nie chce zapeszać, ale delikatny efekt jest...:) Zobaczyy jak długo dam rade to siemie pić (?). Nie chcę siegać po herbatki przeczyszczające, choć nie zarzekam się ;) że nie wymięknę ;)
Dzieki atrakcjom w/w na śniedania jem owsiankę ze śliwkami suszonymi  - smaczne jak nie wiem, ale ile można!
Dopóki sprawa się nie unormuje nie włażę na wagę. Pitole - nie chcę się denerwować.

niedziela, 11 marca 2012

Nie wiem ile ważę!

No zgłupiałam - rano waga pokazała 65 kg, a po półgodzinie - po śniadaniu i kawie 64,3..... Nie mam pojęcia o co chodzi. Ale luzik :)
Wczoraj szwagier powiedział mi, żebym już więcej nie chudła bo ładnie wygladam :) Miło było, nie powiem, ale i tak wiem swoje :) Jeszcze 3-4 kilo i damsobie spokój, nie chcę byc chuda - chcę być normalna. Przy wzroście 164 cm, ważyc 60-62 kg to nie chudość przecież! Ale mnie by wystarczyło :)

piątek, 9 marca 2012

64,1

Dzień próby :)

Póki co śniadanie - płatki owsiane z mlekiem i suszonymi śliwkami, ogórek,papryka, kawa,
Obiad - filet z soli zmażony (albo zapiekany w szpinaku),surówka z kiszonej,
Kolacja - oby bez tortu ;)


edytuję (22.13)

Nie zjadłam tortu! Ani nic słodkiego!!! Wsunęłam 2 podudzia kurzęce, plaster szynki i wyjadałam kurczaka z przepysznej sałatki z..... winogronami.....:)

I spodnie sobie dzis kupiłam - miałam to zrobić dopiero jak schudnę do 62 kg, ale nie wytrzymałam:) Fajne są, wyglądam chyba nieźle, czuje sie fantastycznie :)
Mimo to dieta obowiązuje!

64,4

Piątek.... przez ostatnie 4 dni waga pokazywała od 64,1 do 64,8. Nic z tego nie rozumiem. Wydaje mi się że robię wszytsko dobrze. Wszak weteran jestem :) A tu lipa. Może nie dane mi byc szczuplejszą..... No nic. Nie poddam się tak łatwo:) A nawet jak sie nie uda, cóż........... nie to jest najwazniejsze w życiu:) Jutro prawdziwa próba charakteru - urodziny mojego taty.Jaknie spróbować tortu urodzinowego?  Już słyszę te komebtarze że nie wypada, żebym się nie wygłupiała, że dietę można na jeden wieczór odpuścić....a ja właśnie uważam że nie można! Albo się jest na diecie, albo nie - nie można być "trochę" na diecie, tak jak nie można być "trochę" w ciąży;)
Złamię się, czy się nie złamię - o to jest pytanie.... :)
Jakieś zakłady?   hehe

niedziela, 4 marca 2012

64,1

Nie chce mi sie wierzyc już - jak ja mam to rozumieć? Chyba waga szwankuje. Tak. To waga.
Od teraz przestaję się przejmowac wzrostem, cieszyć spadkami..... wcinam dalej tak jak do te jpory, 3 razy w tygodniu gimnastyka, w tym raz basen. I zobaczymy :)
I spacery z psem dłuższe niz do parku na ławeczkę ;)

64,5

Zamiast coraz mniej to ja sobie coraz więcej..... ;)
Ale cóż - dogadzam sobie :)

Śniadanie moje dzisiejsze - cebulaki z pieczarakmi - mniam:), pomidory, chudzielec z rzodkiewkami i kiełkami rzodkiewkowymi ;)
II śniadanie - ser z dżemem (chyba jem za dużo słodkiego...), papryka, rzodkierwki, muffina z gruchą (jedna!!!) :)
Obiad - pierś kurzęca w sosie pomidorowym, surówka z kapusty białej - hit mój ostatnio.
Kolacja - szynka mojej produkcji - niezła wyszła, ciut przesoliłam. Najważniejsze ze bez świństw:), reszta surówki z obiadu.


piątek, 2 marca 2012

64,4

MM należy zdecydowanie traktowćc jako sposób odżywiania - niełączenie białek z węglowodanami, pilnowane IG, świeże badyle do każdego posiłku, odstawienine słodyczy (tak w skrócie) - w takim przypadku utratę wagi traktujemy jako "skutek uboczny" stosowania "diety":)  Niby uboczny, a jaki przyjemny :)
Zjadłam naleśniki na śniadanie:) Z chudzielcem i dżemem :)
Na obiad mam resztę zapiekanego kalafiora, jakąś surówke muszę skomponować....
Na kolację koncepcji brak, ale mam w lodówce jajka ;)
Ciekawe kiedy waga ruszy w dół...? Z doświadczenia wiem, że potrafi postać, potrafi.... spokojnie i miesiąc może tak być :(
Czekam.
Wiosna idzie :)

64,8

Waga mi się popsuła!!!! Jak nic!
Tyle własnie moja waga pokazala rano, natomiast po półgodzinie bylo już 64,3..... Nie wiem co o tym myślec ;) Na razie twardzielka jestem - zero czekolady, winka, nie mówiąc już o orzeszkach mojego synka które codziennie wołaja do mnie z szafki : ) Czekolada nadziewana z lodówki tez codziennie się do mnie uśmiecha....A ja nic:) Taka dzielna jestem :)


Śniadanko moje - muffiny kakaowe z gruszką, chudzielec z dżemem, papryka, kiełki rzodkiewki.


Pyszne jak nie wiem - i jak tu nie być na diecie ??? :)

czwartek, 1 marca 2012

64,2

Po cichu (bardzo cichutku) liczyłam na 64,0 do końca lutego. Nie wyszło....
Nie wiem czy mogę cos jeszcze zmienic żeby ta waga jakoś sie szybciej ruszyła.... W sumie zawsze można jeśc mniej, ale nie tędy droga - ja i tak nie nażeram się do syta. Najadam się, owszem, ale spkojnie do każdego posiłku jeszcze conajmniej 1/3 jego objętości bym zmieściła ;) Ale ja żarłok jestem ;)
Obiadowej koncepcji nie mam... zwykle w takich przypadkach na talerzu ląduje omlet z żółtym serem - mniam :)