Metoda Michaela Montignaca
Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)
Moja waga
środa, 9 maja 2012
Chudne!!!!!!
No i cudnie :) Na starość widać sama dieta nie wystarczy ;) Zmobilizowałam się więc i zawzięcie ćwiczę - mniej wiecej od trzech tygodni, co drugi dzień rezerwuję sobie godzinkę tylko dla siebie i macham :) Ostatnio najczęściej korzystam z płyty z kwietniowego (lub marcowego) shapea. Super ćwiczenia, dające nieźle w kość, choć zanim zaczęłam ćwizyć i przegladałam płytę - wygladały niewinnie. Ćwiczenia prowadzi Ewa Chodakowska - polecam! Oprócz tego jeżdżę na rowerze (ok. 10-15 km jednorazowo), rolkach (tu z córką więc spokojnie), łażę z psem na długie spacery. Ogólnie rzecz ujmując ruszam się! I jest fajnie:)
piątek, 27 kwietnia 2012
Byle do przodu.....;)
Właśnie! :) Waga oscyluje między 63 a 63 z haczykiem (czasem z hakiem) :) zaczyna ładnie spadać w okresie "normalności kibelkowej", niestety rzadko się to zdarza :( Ale twarda jestem, siemie lniane piję codziennie wieczorem, rano woda z cytryną na czczo nadal, efekty raz są, a raz ich nie ma - nie mam pojecia od czego to zależy.
Dodatkowo ćwiczę praktycznie codziennie, to znaczy codziennie staram się uaktywnić ;) Wczoraj jeździłam z córką na rolkach, dziś godzinka na rowerze. Ćwiczę z Cindy, z Petrą Colberg, dziś schomikowałam sobie ćwiczenia z Ewą Chodakowską. Marzy mi się jeszcze fat burning z Zozią budkiewicz, ale nie moge tego zdobyć od jakis dwóch lat :(
Może ktoś ma?.......................tak nieśmiało spytam :)
Dodatkowo ćwiczę praktycznie codziennie, to znaczy codziennie staram się uaktywnić ;) Wczoraj jeździłam z córką na rolkach, dziś godzinka na rowerze. Ćwiczę z Cindy, z Petrą Colberg, dziś schomikowałam sobie ćwiczenia z Ewą Chodakowską. Marzy mi się jeszcze fat burning z Zozią budkiewicz, ale nie moge tego zdobyć od jakis dwóch lat :(
Może ktoś ma?.......................tak nieśmiało spytam :)
sobota, 14 kwietnia 2012
.......i poświątecznie :)
Moja dieta mnie nie lubi :( A ja tak lubię ją :(
Zaparcia daja mi się cały czas we znaki, mmimo że robię wszystko co tylko mozliwe żeby poradzić sobie z nimi domowymi, naturalnymi sposobmami. Jestem pewna, ze gdybym włączyła codziennie jakieś ziółka przeczyszczające, chudłabym ładnie.... ale moim zdaniem takie specyfiki to ostateczność. Doprowadza mnie to do rozpaczy dosłownie, jestem nawet gotowa iść z tym problemem do lekarza - może coś poradzi?
Póki co staram się nadal, nawet w święta nie skusiłam sie na słodycze, starałam sie jak tylko to możliwe trzymać diety, ale mało warzyw i mało ruchu zrobiło swoje - magazaparcie i 1,5 kg do przodu na wadze:(
Dopiero teraz wracam powoli do stanu sprzed świąt, ale moja beznadziejna przemiana materii skutecznie mi to utrudnia.
Postanowiłam codziennie chodzic na conajmniej czterdziestominutowe, dość szybkie spacery. I rano po zaprowadzenieu towarzystwa do placówek śmigam z psem ;) Lubię te nasze poranne szybkie spacery - fajnie mieć psa - sama w życiu bym nie polazła z własnej woli ;)
Dziś sobota (dzieciory w domu), więc odpuszczam szybki spacer, ale jutro godzina gimnastyki z Cindy (taki mam plan) :)
Zaparcia daja mi się cały czas we znaki, mmimo że robię wszystko co tylko mozliwe żeby poradzić sobie z nimi domowymi, naturalnymi sposobmami. Jestem pewna, ze gdybym włączyła codziennie jakieś ziółka przeczyszczające, chudłabym ładnie.... ale moim zdaniem takie specyfiki to ostateczność. Doprowadza mnie to do rozpaczy dosłownie, jestem nawet gotowa iść z tym problemem do lekarza - może coś poradzi?
Póki co staram się nadal, nawet w święta nie skusiłam sie na słodycze, starałam sie jak tylko to możliwe trzymać diety, ale mało warzyw i mało ruchu zrobiło swoje - magazaparcie i 1,5 kg do przodu na wadze:(
Dopiero teraz wracam powoli do stanu sprzed świąt, ale moja beznadziejna przemiana materii skutecznie mi to utrudnia.
Postanowiłam codziennie chodzic na conajmniej czterdziestominutowe, dość szybkie spacery. I rano po zaprowadzenieu towarzystwa do placówek śmigam z psem ;) Lubię te nasze poranne szybkie spacery - fajnie mieć psa - sama w życiu bym nie polazła z własnej woli ;)
Dziś sobota (dzieciory w domu), więc odpuszczam szybki spacer, ale jutro godzina gimnastyki z Cindy (taki mam plan) :)
czwartek, 5 kwietnia 2012
przedświątecznie :)
Spodnie sobie kupiłam - rozmiar 38!!!!! Ostatnio taki nosiłam jak byłam piekna i młoda ;) - średnio 15 lat temu!
Dobra - następne ważenie w środę po swiętach, wracamy wtedy do domu z wojaży.... oj będzie się działo..:)
Wytrzymam! dam radę! Ale te keksy w piekarniku tak cudnie pachną!
A święta się jeszcze nie zaczęły.....
ojojoj....
;)
Dobra - następne ważenie w środę po swiętach, wracamy wtedy do domu z wojaży.... oj będzie się działo..:)
Wytrzymam! dam radę! Ale te keksy w piekarniku tak cudnie pachną!
A święta się jeszcze nie zaczęły.....
ojojoj....
;)
wtorek, 3 kwietnia 2012
63,2
Nie mam pojecia od czego w moim przypadku zależy spadek wagi....Od kilku dni systematycznie powolutku waga leci w dół :) I dobrzze mi z tym :)
Wczoraj przymierzałam dżinsy (stare pękły na tyłku) w rozmiarze.........38!!!!!! Bomba :)
Póki co jestem po śniadaniu - kromka (wystarczyła!!!!!) chleba MM z sałatą, twarożkiem, ogórkiem, papryka, jogobellka, kawa z mlekiem :)
Na drugie śniadanie dokończę kanapkę z pierwszego - zjadłam tylko jedną i jestem full :)
Na obiad cycki kurzęce jakos zrobione, surówka z pora,
kolacja..... nie wiem
Jak tu wytrzymać przez święta...................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Wczoraj przymierzałam dżinsy (stare pękły na tyłku) w rozmiarze.........38!!!!!! Bomba :)
Póki co jestem po śniadaniu - kromka (wystarczyła!!!!!) chleba MM z sałatą, twarożkiem, ogórkiem, papryka, jogobellka, kawa z mlekiem :)
Na drugie śniadanie dokończę kanapkę z pierwszego - zjadłam tylko jedną i jestem full :)
Na obiad cycki kurzęce jakos zrobione, surówka z pora,
kolacja..... nie wiem
Jak tu wytrzymać przez święta...................................!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
piątek, 30 marca 2012
Trzymam się :)
Wczoraj rano waga pokazała 63,6! Bardzo opornie mi to idzie, chyba mój organizm polubił moja wagę i nie zamierza pozbywać się balastu ;) Ale jestem twarda. Nie mam już jakiegos wielkiego ciśnienia, widzę po sobie, po spodniach, po stanikach że jest lepiej, coraz mniej mnie wystaje spod ciuchów ;) Postanowiłam, że jak waga pokaże 62 kg to kupię sobie nowe spodnie - a nie mam zbyt wiele czasu, bo dżinsy moje (jedyne) na tyłku mi się zaczynają przecierać!
Przedwczoraj wieczorem zjadłam 2 cukierki czekoladowe i kilka paluszków.... nie zagryzłam zieleniną ;) Dzis rano waga pokazała 64,2, więccoooffffffka totalna!
Codziennie robię conajmniej półgodzinny spacer z psem dość szybkim rokiem - no nie kurcgalopkiem, ale raczej żwawo :) Na inną forme aktywności oprócz basenu raz w tygodniu nie mam czasu nic a nic. I tak to mniej więcej wyglada....
Przedwczoraj wieczorem zjadłam 2 cukierki czekoladowe i kilka paluszków.... nie zagryzłam zieleniną ;) Dzis rano waga pokazała 64,2, więccoooffffffka totalna!
Codziennie robię conajmniej półgodzinny spacer z psem dość szybkim rokiem - no nie kurcgalopkiem, ale raczej żwawo :) Na inną forme aktywności oprócz basenu raz w tygodniu nie mam czasu nic a nic. I tak to mniej więcej wyglada....
sobota, 24 marca 2012
Wiosna :)
Piękna pogoda, po prostu piękna :)
Starszy dziecior w postaci osmiolatki wyeskpediowany na biwak zuchowy :) Jestem więc przez weekend posiadaczka jednego dziecka. fajnie? No własnie nie bardzo - owszem, mamy dla siebie mnóstwo czasu, ale taka starsza siostra w domu to jednak luksusowa opieka dla prawieczterolatka :)
Nie właziłam dzis na wage i nie bedę włazić codziennie jak głupia. najważniejsze że moe metody usprawnienia spraw kibelkowych jako tako działają - liczę na lekkie spadki:)
Dzis jadłam :
śniadanie - owsianka :), ogórek kiszony, papryka, rzodkiewka, kawa z mlekiem
II sniadanie - bułka MM z nutellą MM (gotowana fasola, kakao, jogurt nat., fruktoza), ogórek kiszony i świeży, jogobellka brzoskwiniowa(wcae się nie najadłam, mimo że zjadłam moim zdanie zbyt dużo),
obiad - mięsko z udźca kurzego z pieczarkami w sosie smietanowym, surówka z pora,
kolacja - jeszcze nie wiem, pewnie sałatka, albo ...... nie wiem - pewnie sałatka.
na rower mi się chce!
Starszy dziecior w postaci osmiolatki wyeskpediowany na biwak zuchowy :) Jestem więc przez weekend posiadaczka jednego dziecka. fajnie? No własnie nie bardzo - owszem, mamy dla siebie mnóstwo czasu, ale taka starsza siostra w domu to jednak luksusowa opieka dla prawieczterolatka :)
Nie właziłam dzis na wage i nie bedę włazić codziennie jak głupia. najważniejsze że moe metody usprawnienia spraw kibelkowych jako tako działają - liczę na lekkie spadki:)
Dzis jadłam :
śniadanie - owsianka :), ogórek kiszony, papryka, rzodkiewka, kawa z mlekiem
II sniadanie - bułka MM z nutellą MM (gotowana fasola, kakao, jogurt nat., fruktoza), ogórek kiszony i świeży, jogobellka brzoskwiniowa(wcae się nie najadłam, mimo że zjadłam moim zdanie zbyt dużo),
obiad - mięsko z udźca kurzego z pieczarkami w sosie smietanowym, surówka z pora,
kolacja - jeszcze nie wiem, pewnie sałatka, albo ...... nie wiem - pewnie sałatka.
na rower mi się chce!
piątek, 23 marca 2012
63,9!!!!
Jest tak jak przypuszczałam - moja przemiana materii zatrzymala się ;), bo nazwanie tego "zwolnieniem" jest mooocno przesadzone. Po ponad tygodniu moich starań (piję siemie lniane wieczorem i codziennie rano wodę z sokiem z cytryna na czczo, dodatkowo płatki owsiane z suszonymi śliwkami na sniadanie), jako teko sytuacja wraca do normy, a to od razu widac na wadze :)
O trzech dni rano, po zaprowadzenieu synaka do przedszkola robie sobie okołogodzinny spacer z psem - dość szybkim krokiem. To taka namiastka treningu kardio :), myślę nawet że można to pod taki trening podciągnąć śmiało, bo wracam zmęczona, spocona i zadowolona :)
Póki co menu na dziś:
śniadanie - owsianka MM z suszonymi śliwkami, ogórek świeży, papryka, kawa z mlekiem,
II sniaanie - bułeczka MM, twarożek ze szczypiorkiem, jogobellka brzoskwiniowa, ogórki kiszone,
obiad - filet z dorsza, surówka z pora,
kolacja - bedzie sałatka cos w stylu greckiej, czyli warzywa, ser feta i sos na bazie oliwy z oliwek.
Wieczorem kieliszek wina :)
O trzech dni rano, po zaprowadzenieu synaka do przedszkola robie sobie okołogodzinny spacer z psem - dość szybkim krokiem. To taka namiastka treningu kardio :), myślę nawet że można to pod taki trening podciągnąć śmiało, bo wracam zmęczona, spocona i zadowolona :)
Póki co menu na dziś:
śniadanie - owsianka MM z suszonymi śliwkami, ogórek świeży, papryka, kawa z mlekiem,
II sniaanie - bułeczka MM, twarożek ze szczypiorkiem, jogobellka brzoskwiniowa, ogórki kiszone,
obiad - filet z dorsza, surówka z pora,
kolacja - bedzie sałatka cos w stylu greckiej, czyli warzywa, ser feta i sos na bazie oliwy z oliwek.
Wieczorem kieliszek wina :)
środa, 21 marca 2012
siemię lniane
Jedyną rzeczą jakiej nie próbowałam wcześniej w walce z zaparciami jest właśnie siemie lniane. Szczerze mówiąc absolutnie nie wierzyłam że okaże sie pomocne, ale nie miała wyjścia... i stał się cud! Nadal nie jest idealnie (oj daleeeko do ideału), ale widzę efekty ;)
Jak to się robi? Otóż zmielone ziarenka siemienia lnianego - 2 łyżeczki - zalewam wodą, moim zdaniem nie ma różnicy czy gorącą czzy letnią, czekam pół godziki i wypijam. Smaczne nie jest, więc piję szybko. Dodatkowo rano na czczo wypijam szklankę wody z cytryną lub z namoczonymi wieczorem sliwkami suszonymi. Mam nadzieję że pomoże na dłuższą metę.... A jak nie to chyba pora badania jakies zrobić....
Jak to się robi? Otóż zmielone ziarenka siemienia lnianego - 2 łyżeczki - zalewam wodą, moim zdaniem nie ma różnicy czy gorącą czzy letnią, czekam pół godziki i wypijam. Smaczne nie jest, więc piję szybko. Dodatkowo rano na czczo wypijam szklankę wody z cytryną lub z namoczonymi wieczorem sliwkami suszonymi. Mam nadzieję że pomoże na dłuższą metę.... A jak nie to chyba pora badania jakies zrobić....
poniedziałek, 19 marca 2012
cienka jestem jak.....
.....dupa węża!!!!
Ponieważ prognozy pogody na weekend kusiły, zapakowałam dzieci do samochodu i pojechaliśmy do mojej mamy, a właściwie do taty bo u niego nocujemy. Do niedzieli rano jedynym grzechem była sklepowa kiełbasa na ognisku, ale juz bez przesady - kawałeczek nikogo nie zabije (ani nie upasie ;)). tak więc bez wyrzutów sumienia wkroczyłam w niedzielę w nowy etap mojego życia - etap trzydziestosześciolatki ;) I tu się właśnie zaczęło.... Moja kochana ośmioletnia córka upiekła z babcią tort dla mnie:)Urodzinowy. Sama własnoręcznie go ozdobiła! No i jak tu nie zjeść??? No jak?!? Oczywiście na jednym kawałku sie nie skonczyło:( a do wieczora bylo jeszcze gorzej :( Mój mąż (cholera) do prezentu urodzinowego dołożył pudełeczko mleczka alpejskiego - pudełko znaczy nie pudełeczko, bo te opakowania są spore przecież. .................... nie wiem ile zżarłam, ale sporo :(
Nie sądziłam że będę taka cienka, ostatnim razem nie złamałam zasad przez 6 miesięcy - ani jednego odstępstwa od założeń diety - słowo!
I teraz co? Od dzisiaj z ręką na sercu dieta dalej? Nie mam żadnych okazji do grzechów aż do Wielkanocy ;) Póki co:
Śniadanie - płatki owsiane na mleku, ogórek zielony, jogobelka brzoswiniowa, kawa z mlekiem.
Obiad - gulasz z udźca kurzego, fasolka zielona, surówka z pekinki, pora, koperku z sosem czosnkowym.
Koalcja - nie wiem - nie kupiłam sera pleśniowego (fuck!), a taką miałam ochotę na "szopską" sałątkę.... kupię makrekle i z jajkiem i ogórami kiszonymi wciągnę.
Ponieważ prognozy pogody na weekend kusiły, zapakowałam dzieci do samochodu i pojechaliśmy do mojej mamy, a właściwie do taty bo u niego nocujemy. Do niedzieli rano jedynym grzechem była sklepowa kiełbasa na ognisku, ale juz bez przesady - kawałeczek nikogo nie zabije (ani nie upasie ;)). tak więc bez wyrzutów sumienia wkroczyłam w niedzielę w nowy etap mojego życia - etap trzydziestosześciolatki ;) I tu się właśnie zaczęło.... Moja kochana ośmioletnia córka upiekła z babcią tort dla mnie:)Urodzinowy. Sama własnoręcznie go ozdobiła! No i jak tu nie zjeść??? No jak?!? Oczywiście na jednym kawałku sie nie skonczyło:( a do wieczora bylo jeszcze gorzej :( Mój mąż (cholera) do prezentu urodzinowego dołożył pudełeczko mleczka alpejskiego - pudełko znaczy nie pudełeczko, bo te opakowania są spore przecież. .................... nie wiem ile zżarłam, ale sporo :(
Nie sądziłam że będę taka cienka, ostatnim razem nie złamałam zasad przez 6 miesięcy - ani jednego odstępstwa od założeń diety - słowo!
I teraz co? Od dzisiaj z ręką na sercu dieta dalej? Nie mam żadnych okazji do grzechów aż do Wielkanocy ;) Póki co:
Śniadanie - płatki owsiane na mleku, ogórek zielony, jogobelka brzoswiniowa, kawa z mlekiem.
Obiad - gulasz z udźca kurzego, fasolka zielona, surówka z pekinki, pora, koperku z sosem czosnkowym.
Koalcja - nie wiem - nie kupiłam sera pleśniowego (fuck!), a taką miałam ochotę na "szopską" sałątkę.... kupię makrekle i z jajkiem i ogórami kiszonymi wciągnę.
czwartek, 15 marca 2012
Walka trwa ;)
Walczę!
Z zaparciami, z wagą, z dietą...
Wczoraj pierwszy raz złamalam się :( Mąż przyniósł na pokuszenie pudełko pysznych ciast.... Naprawdę nie chciałam, naprawdę! Ale jakoś tak wyszło że jak spróbowałam.... to zżarłamkilka kawałków. Piszę kilka bo nie wim dokładnie ileich było! Pisałam juz o tym, że nie potrafię zjeść kawałka no :( jak zacznę to płynę na całego :( Ciasto poprawilam rodzynkami w czekoladzie - tych na szczęście nie zjadłam za dużo bo to "nagrody" mojego synka, bez których ani rusz ;) Za to nie jadłam juz kolacji....
Mimo to brzuch nie urósł :) W poniedziałek od rana znów wejdę na wagę...
Z zaparciami, z wagą, z dietą...
Wczoraj pierwszy raz złamalam się :( Mąż przyniósł na pokuszenie pudełko pysznych ciast.... Naprawdę nie chciałam, naprawdę! Ale jakoś tak wyszło że jak spróbowałam.... to zżarłamkilka kawałków. Piszę kilka bo nie wim dokładnie ileich było! Pisałam juz o tym, że nie potrafię zjeść kawałka no :( jak zacznę to płynę na całego :( Ciasto poprawilam rodzynkami w czekoladzie - tych na szczęście nie zjadłam za dużo bo to "nagrody" mojego synka, bez których ani rusz ;) Za to nie jadłam juz kolacji....
Mimo to brzuch nie urósł :) W poniedziałek od rana znów wejdę na wagę...
środa, 14 marca 2012
tak jakby problemy...
Waga stoi. Walczę z zaparciami niestety :( Fatalnie, bo trzyma mnie to cholerstwo już dośc długo, myślę że własnie dzięki temu waga nie spada. Dietę trzymam :) Mimo, że cierpliwości zaczyna mi brakować, próbuję metod naturalnych. Wieczorem wypiłam zaparzone siemię lniane...brrrrrr...... smaczne toto nie bylo, ale muszę no! Rano od tygodnia piję na czczo szklanke wody, dzis dodatkowo z namkoczonymi wieczorem sliwkami suszonymi. Nie chce zapeszać, ale delikatny efekt jest...:) Zobaczyy jak długo dam rade to siemie pić (?). Nie chcę siegać po herbatki przeczyszczające, choć nie zarzekam się ;) że nie wymięknę ;)
Dzieki atrakcjom w/w na śniedania jem owsiankę ze śliwkami suszonymi - smaczne jak nie wiem, ale ile można!
Dopóki sprawa się nie unormuje nie włażę na wagę. Pitole - nie chcę się denerwować.
Dzieki atrakcjom w/w na śniedania jem owsiankę ze śliwkami suszonymi - smaczne jak nie wiem, ale ile można!
Dopóki sprawa się nie unormuje nie włażę na wagę. Pitole - nie chcę się denerwować.
niedziela, 11 marca 2012
Nie wiem ile ważę!
No zgłupiałam - rano waga pokazała 65 kg, a po półgodzinie - po śniadaniu i kawie 64,3..... Nie mam pojęcia o co chodzi. Ale luzik :)
Wczoraj szwagier powiedział mi, żebym już więcej nie chudła bo ładnie wygladam :) Miło było, nie powiem, ale i tak wiem swoje :) Jeszcze 3-4 kilo i damsobie spokój, nie chcę byc chuda - chcę być normalna. Przy wzroście 164 cm, ważyc 60-62 kg to nie chudość przecież! Ale mnie by wystarczyło :)
Wczoraj szwagier powiedział mi, żebym już więcej nie chudła bo ładnie wygladam :) Miło było, nie powiem, ale i tak wiem swoje :) Jeszcze 3-4 kilo i damsobie spokój, nie chcę byc chuda - chcę być normalna. Przy wzroście 164 cm, ważyc 60-62 kg to nie chudość przecież! Ale mnie by wystarczyło :)
piątek, 9 marca 2012
64,1
Dzień próby :)
Póki co śniadanie - płatki owsiane z mlekiem i suszonymi śliwkami, ogórek,papryka, kawa,
Obiad - filet z soli zmażony (albo zapiekany w szpinaku),surówka z kiszonej,
Kolacja - oby bez tortu ;)
edytuję (22.13)
Nie zjadłam tortu! Ani nic słodkiego!!! Wsunęłam 2 podudzia kurzęce, plaster szynki i wyjadałam kurczaka z przepysznej sałatki z..... winogronami.....:)
I spodnie sobie dzis kupiłam - miałam to zrobić dopiero jak schudnę do 62 kg, ale nie wytrzymałam:) Fajne są, wyglądam chyba nieźle, czuje sie fantastycznie :)
Mimo to dieta obowiązuje!
Póki co śniadanie - płatki owsiane z mlekiem i suszonymi śliwkami, ogórek,papryka, kawa,
Obiad - filet z soli zmażony (albo zapiekany w szpinaku),surówka z kiszonej,
Kolacja - oby bez tortu ;)
edytuję (22.13)
Nie zjadłam tortu! Ani nic słodkiego!!! Wsunęłam 2 podudzia kurzęce, plaster szynki i wyjadałam kurczaka z przepysznej sałatki z..... winogronami.....:)
I spodnie sobie dzis kupiłam - miałam to zrobić dopiero jak schudnę do 62 kg, ale nie wytrzymałam:) Fajne są, wyglądam chyba nieźle, czuje sie fantastycznie :)
Mimo to dieta obowiązuje!
64,4
Piątek.... przez ostatnie 4 dni waga pokazywała od 64,1 do 64,8. Nic z tego nie rozumiem. Wydaje mi się że robię wszytsko dobrze. Wszak weteran jestem :) A tu lipa. Może nie dane mi byc szczuplejszą..... No nic. Nie poddam się tak łatwo:) A nawet jak sie nie uda, cóż........... nie to jest najwazniejsze w życiu:) Jutro prawdziwa próba charakteru - urodziny mojego taty.Jaknie spróbować tortu urodzinowego? Już słyszę te komebtarze że nie wypada, żebym się nie wygłupiała, że dietę można na jeden wieczór odpuścić....a ja właśnie uważam że nie można! Albo się jest na diecie, albo nie - nie można być "trochę" na diecie, tak jak nie można być "trochę" w ciąży;)
Złamię się, czy się nie złamię - o to jest pytanie.... :)
Jakieś zakłady? hehe
Złamię się, czy się nie złamię - o to jest pytanie.... :)
Jakieś zakłady? hehe
niedziela, 4 marca 2012
64,1
Nie chce mi sie wierzyc już - jak ja mam to rozumieć? Chyba waga szwankuje. Tak. To waga.
Od teraz przestaję się przejmowac wzrostem, cieszyć spadkami..... wcinam dalej tak jak do te jpory, 3 razy w tygodniu gimnastyka, w tym raz basen. I zobaczymy :)
I spacery z psem dłuższe niz do parku na ławeczkę ;)
Od teraz przestaję się przejmowac wzrostem, cieszyć spadkami..... wcinam dalej tak jak do te jpory, 3 razy w tygodniu gimnastyka, w tym raz basen. I zobaczymy :)
I spacery z psem dłuższe niz do parku na ławeczkę ;)
64,5
Zamiast coraz mniej to ja sobie coraz więcej..... ;)
Ale cóż - dogadzam sobie :)
Śniadanie moje dzisiejsze - cebulaki z pieczarakmi - mniam:), pomidory, chudzielec z rzodkiewkami i kiełkami rzodkiewkowymi ;)
II śniadanie - ser z dżemem (chyba jem za dużo słodkiego...), papryka, rzodkierwki, muffina z gruchą (jedna!!!) :)
Obiad - pierś kurzęca w sosie pomidorowym, surówka z kapusty białej - hit mój ostatnio.
Kolacja - szynka mojej produkcji - niezła wyszła, ciut przesoliłam. Najważniejsze ze bez świństw:), reszta surówki z obiadu.
Ale cóż - dogadzam sobie :)
Śniadanie moje dzisiejsze - cebulaki z pieczarakmi - mniam:), pomidory, chudzielec z rzodkiewkami i kiełkami rzodkiewkowymi ;)
II śniadanie - ser z dżemem (chyba jem za dużo słodkiego...), papryka, rzodkierwki, muffina z gruchą (jedna!!!) :)
Obiad - pierś kurzęca w sosie pomidorowym, surówka z kapusty białej - hit mój ostatnio.
Kolacja - szynka mojej produkcji - niezła wyszła, ciut przesoliłam. Najważniejsze ze bez świństw:), reszta surówki z obiadu.
piątek, 2 marca 2012
64,4
MM należy zdecydowanie traktowćc jako sposób odżywiania - niełączenie białek z węglowodanami, pilnowane IG, świeże badyle do każdego posiłku, odstawienine słodyczy (tak w skrócie) - w takim przypadku utratę wagi traktujemy jako "skutek uboczny" stosowania "diety":) Niby uboczny, a jaki przyjemny :)
Zjadłam naleśniki na śniadanie:) Z chudzielcem i dżemem :)
Na obiad mam resztę zapiekanego kalafiora, jakąś surówke muszę skomponować....
Na kolację koncepcji brak, ale mam w lodówce jajka ;)
Ciekawe kiedy waga ruszy w dół...? Z doświadczenia wiem, że potrafi postać, potrafi.... spokojnie i miesiąc może tak być :(
Czekam.
Wiosna idzie :)
Zjadłam naleśniki na śniadanie:) Z chudzielcem i dżemem :)
Na obiad mam resztę zapiekanego kalafiora, jakąś surówke muszę skomponować....
Na kolację koncepcji brak, ale mam w lodówce jajka ;)
Ciekawe kiedy waga ruszy w dół...? Z doświadczenia wiem, że potrafi postać, potrafi.... spokojnie i miesiąc może tak być :(
Czekam.
Wiosna idzie :)
64,8
Waga mi się popsuła!!!! Jak nic!
Tyle własnie moja waga pokazala rano, natomiast po półgodzinie bylo już 64,3..... Nie wiem co o tym myślec ;) Na razie twardzielka jestem - zero czekolady, winka, nie mówiąc już o orzeszkach mojego synka które codziennie wołaja do mnie z szafki : ) Czekolada nadziewana z lodówki tez codziennie się do mnie uśmiecha....A ja nic:) Taka dzielna jestem :)
Śniadanko moje - muffiny kakaowe z gruszką, chudzielec z dżemem, papryka, kiełki rzodkiewki.
Pyszne jak nie wiem - i jak tu nie być na diecie ??? :)
Tyle własnie moja waga pokazala rano, natomiast po półgodzinie bylo już 64,3..... Nie wiem co o tym myślec ;) Na razie twardzielka jestem - zero czekolady, winka, nie mówiąc już o orzeszkach mojego synka które codziennie wołaja do mnie z szafki : ) Czekolada nadziewana z lodówki tez codziennie się do mnie uśmiecha....A ja nic:) Taka dzielna jestem :)
Śniadanko moje - muffiny kakaowe z gruszką, chudzielec z dżemem, papryka, kiełki rzodkiewki.
Pyszne jak nie wiem - i jak tu nie być na diecie ??? :)
czwartek, 1 marca 2012
64,2
Po cichu (bardzo cichutku) liczyłam na 64,0 do końca lutego. Nie wyszło....
Nie wiem czy mogę cos jeszcze zmienic żeby ta waga jakoś sie szybciej ruszyła.... W sumie zawsze można jeśc mniej, ale nie tędy droga - ja i tak nie nażeram się do syta. Najadam się, owszem, ale spkojnie do każdego posiłku jeszcze conajmniej 1/3 jego objętości bym zmieściła ;) Ale ja żarłok jestem ;)
Obiadowej koncepcji nie mam... zwykle w takich przypadkach na talerzu ląduje omlet z żółtym serem - mniam :)
Nie wiem czy mogę cos jeszcze zmienic żeby ta waga jakoś sie szybciej ruszyła.... W sumie zawsze można jeśc mniej, ale nie tędy droga - ja i tak nie nażeram się do syta. Najadam się, owszem, ale spkojnie do każdego posiłku jeszcze conajmniej 1/3 jego objętości bym zmieściła ;) Ale ja żarłok jestem ;)
Obiadowej koncepcji nie mam... zwykle w takich przypadkach na talerzu ląduje omlet z żółtym serem - mniam :)
wtorek, 28 lutego 2012
poniedziałek, 27 lutego 2012
64,5
:)
No własnie tak nie lubię!No nie może się waga po prostu zatrzymać (jak juz musi), trzeba od razu tak z grubej rury??? Na kolacje co prawda zjadłam rybę z serem żółtym (dwa plastry), ale nie obżarłam się jaoś specjalnie.... no bodra - po kolacji był kawałek (jeden) czekolady i lampka wina (ale to do teatru telewizji - no taka okazja ;)). W każdym razie mam za swoje.
Te kolacje własnie ostatnio jadlam niewielkie. Zwykle (ale ileż można) były to sałatki - coś w stylu greckiej, z fetą lub kurczakiem, ale zdecydowanie przeważaly warzywa. Na kolacje fajne sa też zupy - ja często je zjadam, dojadajac po prostu resztki obiadowe ;) Należy jedynie pamiętać, by zupa była bezziemniakowa, bezkluchowa - jesli jest na mięsie lub innym tłuszczu, lub beztłuszczowa (np. śmietana) - gdy jest z ryżem, makaronem. Dziś bezgrzesznie. Zobaczymy co jutro będzie.
Ponieważ dziś mam dzieciarnię w domu, nie wiem co mi wyjdzie z moich dobrych chęci....ale ćwiczyć by zacząć :).................wreszcie :)
Wiosna idzie :)
No własnie tak nie lubię!No nie może się waga po prostu zatrzymać (jak juz musi), trzeba od razu tak z grubej rury??? Na kolacje co prawda zjadłam rybę z serem żółtym (dwa plastry), ale nie obżarłam się jaoś specjalnie.... no bodra - po kolacji był kawałek (jeden) czekolady i lampka wina (ale to do teatru telewizji - no taka okazja ;)). W każdym razie mam za swoje.
Te kolacje własnie ostatnio jadlam niewielkie. Zwykle (ale ileż można) były to sałatki - coś w stylu greckiej, z fetą lub kurczakiem, ale zdecydowanie przeważaly warzywa. Na kolacje fajne sa też zupy - ja często je zjadam, dojadajac po prostu resztki obiadowe ;) Należy jedynie pamiętać, by zupa była bezziemniakowa, bezkluchowa - jesli jest na mięsie lub innym tłuszczu, lub beztłuszczowa (np. śmietana) - gdy jest z ryżem, makaronem. Dziś bezgrzesznie. Zobaczymy co jutro będzie.
Ponieważ dziś mam dzieciarnię w domu, nie wiem co mi wyjdzie z moich dobrych chęci....ale ćwiczyć by zacząć :).................wreszcie :)
Wiosna idzie :)
niedziela, 26 lutego 2012
64,3
Oj....żeby tak chciało spadac po 100 gramów dziennie.... Na miesiąc wyszło by tego 3 kilo!!! Ale pomarzyc zawsze wolno :)
Okazuje się że spokojnie mogę jeść 4 posiłki dziennie :) Warunek jest taki, że na pierwsze śniadanie nie napycham się po uszy ale najadam się:) Na drugie śniadanie zjadam nieco mniej niż na pierwsze. Na przykład wczoraj usmażyłam naleśniki z przepioswej ilości mąki - 100 gramów - wyszło mi 5 dużych nalesników, no w rezultacie 4, bo pierwszy mi się zmasakrował ;) Normalnie zjadłabym wszystko na pierwsze śniadanie, bez najmniejszego problemu :) Tym razem zjadłam po 2 na każdy posiłek - najadłam się,ale nie nażarłam:)
Dziś nie jadłam czekolady po obiedzie :)Wczoraj nie piłam wina wieczorem :) A powinam, bo okazało się że mam psa alergika :( Wg testów skórnych Zojka jest uczulona na pyłki traw, pleśnie, grzyby, roztocza kurzu domowego....plus jeszcze kilka innych alergenów, ale szczegóły poznam jutro dopiero. Tak więc jak szalec to szaleć - Zojek dołączyła do grona alergikow w naszym domu ;) No, ale w sumie alergia to pikuś. Damy radę :)
Od jutra planuję ćwiczyć. Sama w domu. Mam płyty z Cindy, mam jakiś TBC (fajny, przećwiczony ;)), planuję jeszcze zumbę sobie potańczyć. Zobaczymy co na to powie moje kolano... jak polegnie to z aktywności zostanie mi jedynie basen. No i rower już niedługo:)
Okazuje się że spokojnie mogę jeść 4 posiłki dziennie :) Warunek jest taki, że na pierwsze śniadanie nie napycham się po uszy ale najadam się:) Na drugie śniadanie zjadam nieco mniej niż na pierwsze. Na przykład wczoraj usmażyłam naleśniki z przepioswej ilości mąki - 100 gramów - wyszło mi 5 dużych nalesników, no w rezultacie 4, bo pierwszy mi się zmasakrował ;) Normalnie zjadłabym wszystko na pierwsze śniadanie, bez najmniejszego problemu :) Tym razem zjadłam po 2 na każdy posiłek - najadłam się,ale nie nażarłam:)
Dziś nie jadłam czekolady po obiedzie :)Wczoraj nie piłam wina wieczorem :) A powinam, bo okazało się że mam psa alergika :( Wg testów skórnych Zojka jest uczulona na pyłki traw, pleśnie, grzyby, roztocza kurzu domowego....plus jeszcze kilka innych alergenów, ale szczegóły poznam jutro dopiero. Tak więc jak szalec to szaleć - Zojek dołączyła do grona alergikow w naszym domu ;) No, ale w sumie alergia to pikuś. Damy radę :)
Od jutra planuję ćwiczyć. Sama w domu. Mam płyty z Cindy, mam jakiś TBC (fajny, przećwiczony ;)), planuję jeszcze zumbę sobie potańczyć. Zobaczymy co na to powie moje kolano... jak polegnie to z aktywności zostanie mi jedynie basen. No i rower już niedługo:)
sobota, 25 lutego 2012
64,4
Nareszcie sobota i można pożreć naleśniki na śniadanie :) Jejuńciu jakie to dobre :)
Naleśniki z mąki orkiszowej razowej są wyjatkowo ciężkie w "obsłudze", czyli w przygotowaniu. Ciasto przywiera do patelni, jest wyjątkowo miękkie ,klejace i lejące.... ale efekt - gdy już przebrniemy przez etap smażenia, nie wywalając z hukiem patelni razem z naleśnikami do kosza - powalający!!!! Bardzo elastyczne, mieciutkie naleśniki z twarożkiem i dżemem wiśniowym - godne polecenia.Dla wszystkich - nie tylko dla MMmujących. Mój mąż nawet wcina takie - oczywiście nie ma pojęcia że mąka jest orkiszowa, a na dodatek razowa ;) jakbym o tym niechcący wspomniała, na bank by mu nie smakowały :)
Dziś rano okazało się, że ze spodni biodrówek zrobiły się NIEbiodrówki, dodatkowo efekt "bocznych wylewów" został zminimalizowany :):):) Jest mi dobrze:)
Naleśniki z mąki orkiszowej razowej są wyjatkowo ciężkie w "obsłudze", czyli w przygotowaniu. Ciasto przywiera do patelni, jest wyjątkowo miękkie ,klejace i lejące.... ale efekt - gdy już przebrniemy przez etap smażenia, nie wywalając z hukiem patelni razem z naleśnikami do kosza - powalający!!!! Bardzo elastyczne, mieciutkie naleśniki z twarożkiem i dżemem wiśniowym - godne polecenia.Dla wszystkich - nie tylko dla MMmujących. Mój mąż nawet wcina takie - oczywiście nie ma pojęcia że mąka jest orkiszowa, a na dodatek razowa ;) jakbym o tym niechcący wspomniała, na bank by mu nie smakowały :)
Dziś rano okazało się, że ze spodni biodrówek zrobiły się NIEbiodrówki, dodatkowo efekt "bocznych wylewów" został zminimalizowany :):):) Jest mi dobrze:)
piątek, 24 lutego 2012
64,9
Wygląda na to, że czekolada gorzka _codziennie_ po obiedzie nie pomaga chudnąć ;). W tym tygodniu tylko w środę nie żarłam tej nieszczęsnej (ale pysznej!) czekolady bo zapomniałam że ją mam ;)
czwartek, 23 lutego 2012
64,7
Nie mam juz cierpliwosci do liczenia kolejnych dni. Czytelniej będzie wpisywać w tytule wagę:)
Fajnie że powolutku waga leci w dół.... pamietam,jak popowrocie znad morza na początku lutego waga pokazała rano 67,2!
Dziś pogrzebałam na zuzlowych przepisach MM i nosi mnie od rana :)Jutro pewnie będę wypiekać....
Mam też basen w planach (a raczej w sferze marzen nieśmiałych) na najbliższe dni. Tym razem pojadę sama bez dzieciorków - może wreszcie popływam, bo ostatnio moja aktywność basenowa polegała na usadzeniu tyłka na wielkim bąblu wodnym wypływajacym z dna brodzika dla maluszków ;).... i masowaniu czterech liter podczas gry w piłke z synkiem :) Z drugiej strony - co to za przyjemność sprawiać sobie ...przyjemność - tylko sobie...? Dylemat hehe:)
Fajnie że powolutku waga leci w dół.... pamietam,jak popowrocie znad morza na początku lutego waga pokazała rano 67,2!
Dziś pogrzebałam na zuzlowych przepisach MM i nosi mnie od rana :)Jutro pewnie będę wypiekać....
Mam też basen w planach (a raczej w sferze marzen nieśmiałych) na najbliższe dni. Tym razem pojadę sama bez dzieciorków - może wreszcie popływam, bo ostatnio moja aktywność basenowa polegała na usadzeniu tyłka na wielkim bąblu wodnym wypływajacym z dna brodzika dla maluszków ;).... i masowaniu czterech liter podczas gry w piłke z synkiem :) Z drugiej strony - co to za przyjemność sprawiać sobie ...przyjemność - tylko sobie...? Dylemat hehe:)
poniedziałek, 20 lutego 2012
dzien 36
64,9
Ha! Coś jednak się dzieje....:)
śniadanie - chleb czekoladowy z "nutellą" MM,
obiad - pół camemberta, plastek karku pieczonego, surówka z kapusty i koperku,
kolacja - jajka na półtwardo, szprotkiz puszki, coś zielonego - może sałata
Zaczynam lubić poranne wchodzenie na wagę:)
niedziela, 19 lutego 2012
Dzień 35
65,0
To jest waga, do jakiej spadłam półtora roku temu.... Do celu brakuje 5 kilogramów.....Hurrraaa!!!!! Wieczorne wino w ilości sporej (ok. pół butli) nie hamuje chudnięcia!!! ;););) Przez przypadek panie w sklepie oświeciły mnie że to ostatnia sobota karnawału :) Kupiłam więc bilety autobusowe i winko...... i w sumie to byl świetny pomysł :) Ruszylismy w gości, a że zawsze jestem kierowcą i wożę tyłki mojemu całemu towarzystwu to omija mnie nawet lampka wina poza domem. Tym razem odbiłam sobie z procentem:)
Dziś zrobiłam nutellę MM - jutro zapodam na śniadanie :)
Moje menu dzisiejsze:
śniadanie - naleśniki z serem i dżemem wiśniowym, papryka i ogórek świeży,
obiad - piersi kurzęcew majonezie, surówka z kapusty białej,
kolacja - nie wiemjeszcze, ale chyba sałatka (sałata, papryka, ogórek) z serem pleśniowym.
piątek, 17 lutego 2012
Placki selerowe
Fantastyczny dodatek do obiadu tłuszczowego, mnie znakomicie zastępują plaki ziemniaczane:) Przepis znalazłam na Zuzlu dawno temu, zmodyfikowalam (jak większość przepisów) do swoich potrzeb i placki selerowe w moim wykonaniu wygladają tak:
Na zdjęciu w towarzystwie wołowiny duszonej i ogórkow kiszonych, jako mój dzisiejszy obiad :)
A robimy je tak:
Selera traktujemy na tarce (ja miałam pół niedużego), solimy, pieprzymy, wbijamy jajko i (jeśli mamy w lodówce) dodajemy startego na tarce sera żółtego - trochę ;) Jesli jest za geste mozna spokojnie dodać jeszcze jedno jajo. Mieszamy dokładnie i od razu smażymy - w przeciwnym przypadku podejdą wodą (czy sokiem czy czymś tam mokrym ;)) i się nam porozlatują :)
Gotowe! najwięcej roboty jet ze starciem selera (twarde cholerstwo) - jak przebrniemy to dalej juz łatwizna - a jak smakują... pycha! :)
W oryginalnym przepisie dziewczyna dodawała do nich śmietanę i granulat sojowy, ale ja to z powodzeniem pomijam.
Na zdjęciu w towarzystwie wołowiny duszonej i ogórkow kiszonych, jako mój dzisiejszy obiad :)
A robimy je tak:
Selera traktujemy na tarce (ja miałam pół niedużego), solimy, pieprzymy, wbijamy jajko i (jeśli mamy w lodówce) dodajemy startego na tarce sera żółtego - trochę ;) Jesli jest za geste mozna spokojnie dodać jeszcze jedno jajo. Mieszamy dokładnie i od razu smażymy - w przeciwnym przypadku podejdą wodą (czy sokiem czy czymś tam mokrym ;)) i się nam porozlatują :)
Gotowe! najwięcej roboty jet ze starciem selera (twarde cholerstwo) - jak przebrniemy to dalej juz łatwizna - a jak smakują... pycha! :)
W oryginalnym przepisie dziewczyna dodawała do nich śmietanę i granulat sojowy, ale ja to z powodzeniem pomijam.
Dzień 33
65,1
Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku :) We mnie też wstapily nowe siły - wczoraj usg nerek synka wyszło idealnie!!!! Stres mnie opuscił i wraca chęć dogotowania, pieczenia,dietowanai - do życia! :) A dziś:
śniadanie - pizzetka, półtora ogórka kiszonego, kawałek papryki, jogobella light, kawa z mlekiem,
obiad - (w planach) - placki selerowe, wolowina duszona, surówka z pora,
kolacja - jajka na półtwardo, szproty w oleju (puszkowe), ogórki kiszone.
czwartek, 16 lutego 2012
Kapusta z fasolą i pomidorami
Kiedyś już gotowałam tą kapustę, niestety przesypałam kminku którego (jak się okazało) nie lubię. Dziś robię bez kminku, kapusta jeszcze siedzi w garnku.....
Potrzebujemy:
średnia główka kapusty (u mnie ok. połowy dośc sporej głowy)
ok. 250 g fasolki białej (suchej)
włoszczyzna
przecier pomidorowy
I teraz tak:
Fasolkę gotujemy do miękkości, można ugotowac ją dzień wcześniej, można sporo wcześniej i przechowywac w zamrażarce.
Kapustę kroimy, włoszczyznę traktujemy na tarce, gotujemy do miękkości, wręcz do bardzo miękkości ;) (ja wrzucam do szybkowara i gotuję dość długo).
Dorzucamy fasolę i przecier, doprawiamy jak kto lubi i...gotowe!
jest to posilek weglowodanowy, podajemy z surowizną oczywiście :)
Przepis zaczerpnięty z forum DI.
Potrzebujemy:
średnia główka kapusty (u mnie ok. połowy dośc sporej głowy)
ok. 250 g fasolki białej (suchej)
włoszczyzna
przecier pomidorowy
I teraz tak:
Fasolkę gotujemy do miękkości, można ugotowac ją dzień wcześniej, można sporo wcześniej i przechowywac w zamrażarce.
Kapustę kroimy, włoszczyznę traktujemy na tarce, gotujemy do miękkości, wręcz do bardzo miękkości ;) (ja wrzucam do szybkowara i gotuję dość długo).
Dorzucamy fasolę i przecier, doprawiamy jak kto lubi i...gotowe!
jest to posilek weglowodanowy, podajemy z surowizną oczywiście :)
Przepis zaczerpnięty z forum DI.
Dzień 32
65,4
Juz drugi dzień waga się nie zmienia. Marnie mi to idzie, ale podobno każde kolejne podejście do MM to gorsze wyniki - nie tak spektakularne jak za pierwszym razem. Zresztą ze wszystkimi dietami tak bywa. Cóż - dla mnie to i tak niewiele zmienia, bo ja uwielbiam MM :) I nawet jak nie będę chudła zbyt szybko to się nie zrażę :) No dobra - dogadzałam sobie winem wieczorami - wytrawnym białym....:)
dziś tłusty czwartek....przyzwyczaiłam sie już do tego, że nie jem tego dnia pączków ani innych słodkościidobrze mi z tym - nie narzekam:) Swoją drogą jakby tak były pączki MM.....echhh ;)
środa, 15 lutego 2012
Pizzetki
Wczoraj popełniłam pizzetki... miały poczekać do śniadania dnia następnego, ale w rezultacie były na obiad z papryką konserwową i kefirem.Pycha :) Przepis zaczerpnięty z forum Zuzla, zmodyfikowany przeze mnie.
Na 3 pizzetki (ja zrobiłam ztej ilości 4 sztuki, ale nastepnym razem zrobię 3, będzie więcej na raz do zjedzenia, bo to pyszne jest :))
Potrzebujemy:
300 ml mąki pszennej graham - typ 1850 lub wyżej (u mnie 2000)
100 ml letniej wody
łyżeczka drożdży suchych (lub 1/8 paczki dużej świeżych)
szczypta fruktozy
łyżka oliwy z oliwek
pieczarki, cebula, papryka .... i co tam chcemy z warzyw.
sos pomidorowy:
pomidory z puszki, koncentrat, zioła (u mnie czosnek, bazylia i oregano), sól - zmiksować - gotowe :)
Wykonanie:
Ja wrzuciłam wszystko w automat do chleba, po wyrośnięciu formowałam, dla tych którzy szczęśliwymi posiadaczami takiego automatu nie sąprzygotowanie wyglada tak:
Do michy wsypać mąkę. Zrobić po środku dołek, wkruszyć do niego drożdże, zasypać je fruktoza i zalac mniej więcej połową letniej wody. Poczekac z 15 minut zeby drożdże ruszyły. Potem do michy siup resztę, wymieszać mikserem, zeby powstało coś na kształt kuli. Odstawic do wyrośnięcia na ok. godzinkę.
Po tym czasie wyjąć na blat oprószony mąką, zagnieść, podzielić na 3 części, rozciągnąc na okrągłe pizzetki. Odstawiamy takie uformowane jeszcze na pół godziny. Nastepnie smarujemy sosem, nakładamy warzywa (u mnie pieczarki uduszone z cebula, pomidor, papryka czerwona i żółta).
Wkładamy do piekarnika na 10 minut na 200 stopni.
Moje pizzetki polałam smażonym białym serem - super wyszło :)
Na 3 pizzetki (ja zrobiłam ztej ilości 4 sztuki, ale nastepnym razem zrobię 3, będzie więcej na raz do zjedzenia, bo to pyszne jest :))
Potrzebujemy:
300 ml mąki pszennej graham - typ 1850 lub wyżej (u mnie 2000)
100 ml letniej wody
łyżeczka drożdży suchych (lub 1/8 paczki dużej świeżych)
szczypta fruktozy
łyżka oliwy z oliwek
pieczarki, cebula, papryka .... i co tam chcemy z warzyw.
sos pomidorowy:
pomidory z puszki, koncentrat, zioła (u mnie czosnek, bazylia i oregano), sól - zmiksować - gotowe :)
Wykonanie:
Ja wrzuciłam wszystko w automat do chleba, po wyrośnięciu formowałam, dla tych którzy szczęśliwymi posiadaczami takiego automatu nie sąprzygotowanie wyglada tak:
Do michy wsypać mąkę. Zrobić po środku dołek, wkruszyć do niego drożdże, zasypać je fruktoza i zalac mniej więcej połową letniej wody. Poczekac z 15 minut zeby drożdże ruszyły. Potem do michy siup resztę, wymieszać mikserem, zeby powstało coś na kształt kuli. Odstawic do wyrośnięcia na ok. godzinkę.
Po tym czasie wyjąć na blat oprószony mąką, zagnieść, podzielić na 3 części, rozciągnąc na okrągłe pizzetki. Odstawiamy takie uformowane jeszcze na pół godziny. Nastepnie smarujemy sosem, nakładamy warzywa (u mnie pieczarki uduszone z cebula, pomidor, papryka czerwona i żółta).
Wkładamy do piekarnika na 10 minut na 200 stopni.
Moje pizzetki polałam smażonym białym serem - super wyszło :)
Zdjęcie do kitu - zabrali aparat :(
poniedziałek, 13 lutego 2012
Dzień 28
65,8
nadal...... ale wlazłam tez na wagę zaraz po obiedzie i pokazala yle co rano :) Więc nadzieje jest że spadnie do rana choc troszkę ;)
Dziś pierwszy dzień jestem na trzech posiłkach, przy śniadaniu o 7 rano.Myślałam że będzie gorzej,ale nie byłam jakaś wyjatkowo głodna. No fakt, że calutki dzię dziś miałam zapełniony, więc czasu na myślenie o zarciu nie było zbyt wiele (korki z basenu!;)). Ekspertki na Zuzlu twierdzą, żetrzy posiłki dziennie to za mało, że sześciogodzinna przerwa między posiłkami jest za długa. Szczerze mówiąc wersja "zuzlowa" byłaby dlamnie zdecydowanie bardziej kusząca... echhh, ja tak lubię jeść (wiem, powtarzam się;)) Tak wiec śniadanie jem o 7, obiad ok. 12, kolację o 17.30. I chwilowo tak zostanie :)
Dziś było tak:
Śniadanie - twarożek ze szczypiorkiem, pomidory, muffiny z jagodami, kawa z mlekiem,
Obiad - szpinak ze śmietaną, łosoś smażony, surówka porowa,
Kolacja - makaron ze szpinakiem (nie smakował mi!!), surówka porowa.
Teraz wina bym się napiła..... ale się nie napiję ;) Po pierwszenie mam czerwonego wytrawnego (za to pyszne białe), po drugie kolacja nie była tłuszczowa.
niedziela, 12 lutego 2012
Dzień 27
65,8
Wczoraj nie było wzorowo..... byliśmy u znajomych do późnego wieczora. miałam wypic u nich już tylko herbatę, ale weź siedźczłowieku przy zastawionym stole i nie jedz! ;) Zjadłam trochę sałatki i kilka kawałków kabanosa. To w sumie wszystko, słodyczy nie tknęłam, alkoholu też (kierowca;)). nie powinno byc źle...zobaczymy jutro....
Od dzisiaj znów przykładnie MM :)
Takie drożdżówki dziś popełniłam w ramach niespodzianki walentynkowej :) Zupełnie nie MM, no ale ja tego jeśc nie będę ;) Niezbyt kształtne mi wyszły te serducha, ale starałam się jak mogłam :) Drożdżówki siedzą już w zamrażarce i czekają na swój debiut za dwa dni :)
sobota, 11 lutego 2012
Dzień 26
65,4
No i powolutku idzie :) nareszcie :) tak wlaśnie miało być, choć znając swój organizm niedługo na jakeś czas wszystko się zatrzyma na jakieś średnio 3 tygodnie, by potem znów ok. kilograma (zwykle ciut mniej) spaść..... bilans wychodzi na kilogram miesięcznie mniej. Mało? Byc może. Ale można jeść takie pyszności !Na żadnej (zdrowej) diecie tak się nie jada:)
Poczytuję sobie watek na forum DI, dzieki któremu wszystko się zaczęło:
(i motywacja ;)) była ogromna :) Wtedy startowałam z wagą 76 kg. W lipcu. Skończyłam w okolicach Bożego Narodzenia, czyli pół roku później z 65 kilogramami! Fak, że przez te pół roku nie złamałam się nawet kostką gorzkiej czekolady, pilnowałam składów każdej rzeczy którą kupowałam, a! i nie zapijałam kolacji winem;) I tak się przez półtora roku trzymałam, waga oscylowała miedzy 66-67 kilo. Uważam że i tak nie było źle :)
czwartek, 9 lutego 2012
Dzień 25
Wcinam sobie własnie muffiny z jagodami na śniadanie, przeglądam gazetę, znajome blogi, piję kawę :)
Mam w planach dzis łyżwy z córką, więc może nawet się załapię na trochę ruchu ;)
Wczoraj piekłam szarlotkę dla rodzinki, absolutnie nie MM ;) ioczywiście podskubywałam sobie po troszku - jakb do kupy to zebrać, to by się okazało że wcięłam niewielki kawałak w sumie :( Straszny jestem łakomczuch. Okropny. Najgorsze w tym jest to, że jak zacznę choćby od malutkiego kawałka czekolady to kończę na całej tabliczce. Nie jestem w stanie się opanować.... A jak już zjem tą nieszczęsną tabliczkę czekolady to już nie mam innych zahamowań...... dlatego nie powinnam próbować nawet slodkości. Stosując MM można pozwolić sobie od czasu do czasu na okienko czekolady gorzkiej(po obiedzie tłuszczowym) - ja nie mogę - kończy się zawszena conajmniej połowie ;) (wiem, wiem - to nie jest smieszne).
Na łyżwach nie byłam. Syn mi się rozkichał :( Zjadłam dobry obiad - łososia smażonego i sałatkę a'la grecką z sosem czosnkowym, na kolację zupę brokułową.
Głodna jestem. Chyba.
21.19...wina bym się napiła....
Nie mam czerwonego wytrawnego wina - takie można pić po kolacji tłuszczowej:) Mam białe.....też wytrawne - chyba to nie będzie naduzycie prawda? ;) Tym bardziej, że u mnienikt go nie wypije, więc po prostu muszę ja no - muszę!
środa, 8 lutego 2012
dzień 23
66,0
Nareszcie coś się ruszyło :) Po 23 dniach pół kilograma w dół :) No ja mam nadzieję że to trochę bo aż tyle cierpliwości to ja chyba nie mam :) Jednak zdecydowanie trzy posiłki zamiast czterech służą mi lepiej, a szkoda, bo ja tak lubię jeść.... :) Najwyraźniej w moim przypadku sprawdza się w 100 % powiedzenie że chudnie się od tego czego się nie zje, a nie od tego co się zje ;) Więc ....żegnajcie drugie śniadania! No ale do rzeczy:
Śniadanie: naleśniki z twarożkiem i jagodami, papryka i sałata lodowa (pewnie za mało ale więcej nie daję rady).
Obiad: łosoś na szpinaku i kiszona kapusta.
Kolacja była na szybko, troche za późno (głodna już byłam), więc zanim mi się zrobiła kolacja zjadłam kilka plasterków sera żółtego, ale to nie grzech przecież:) Zrobiłam sobie jajko sadzone na szpinaku pod serem żółtym. PYYYCHA :)
Jutro korki z basenu :) Tym razem jadę z dzieciakami sama. Nie popływam bo Tomka będę miała cały czas. Ciekawe ile moze zająć nauka pływania trzyipółlatka niepanikującego......
wtorek, 7 lutego 2012
Dzień 22
Chyba udało mi się wstawic zdjecie :) To moje dzisiejsze sniadanie. Bułki grahamki MM z serem smażonym (tzw. ser topiony MM), oraz z twarożkiem i tuńczykiem. Dodam, że nie zmieściłam calych warzyw - zostały dwa kawalki ogórka. Do w/w zestawu była jogobellka brzoskwiniowa i kawa z mlekiem.
Uwielbaim śniadania MM!!!
Na obiad (szybki i późny)kiełbaska na ciepło zmusztardą Dion, pół camemberta i papryka konserwowa MM (oczywiście) :)
na kolację mam juz usmażoną (ciut rozpaćkaną) solę i surowkę zkiszonej.
Dziś jest przykładnie :)
A to bułki mojeulubione:
Uwielbaim śniadania MM!!!
Na obiad (szybki i późny)kiełbaska na ciepło zmusztardą Dion, pół camemberta i papryka konserwowa MM (oczywiście) :)
na kolację mam juz usmażoną (ciut rozpaćkaną) solę i surowkę zkiszonej.
Dziś jest przykładnie :)
A to bułki mojeulubione:
niedziela, 5 lutego 2012
dzień 20
Oczywiście wpoprzednim wpisie wkradł się błąd - o cale 10 kilo poleciałam ;) Ale jak ładnie wyglądało...... echhhh :)
Przez cały pobyt nad morzem nie było mowy o posiłkach MM. Wogóle. Śniadania w pensjonacie i obiadokolacje nie dawały szans..:( No, ale przynajmniej z czystym sumieniem pojadłam, wszak nie miałam wyjścia ;) Dodatkowo opychałam się ciasteczkami kupowanymi przez dzieciaki, więc w ramach dbania o ich zdrowie i ograniczania ilosci spożywanych przez łobuzy słodyczy skutecznie ich tych słodyczy pozbywałam, wciągając ile się da ;)
Wszystko to odbiło się na wadze niestety, jest źle, aż tak nie miało być :( W sobotę po powrocie waga pokazała rano 67,2 kg. Nie pamietam takiej wagi u siebie. Płynę...... płynę bardzo!
Ponieważ są ferie i wstaję sporo później niż noralnie, jem trzy posiłki dziennie i przez kolejny tydzień tak zostanie.
Jutro znów muszę uzupełnić zamrażarkę o nowe wypieki MMmowe bo już prawie nic nie mam. Mam nadzieję ze wreszcei uda mi się zamieścić jakieś zdjęcia i przepisy konkretne. Musze po prostu się zmobilizować.
Przez cały pobyt nad morzem nie było mowy o posiłkach MM. Wogóle. Śniadania w pensjonacie i obiadokolacje nie dawały szans..:( No, ale przynajmniej z czystym sumieniem pojadłam, wszak nie miałam wyjścia ;) Dodatkowo opychałam się ciasteczkami kupowanymi przez dzieciaki, więc w ramach dbania o ich zdrowie i ograniczania ilosci spożywanych przez łobuzy słodyczy skutecznie ich tych słodyczy pozbywałam, wciągając ile się da ;)
Wszystko to odbiło się na wadze niestety, jest źle, aż tak nie miało być :( W sobotę po powrocie waga pokazała rano 67,2 kg. Nie pamietam takiej wagi u siebie. Płynę...... płynę bardzo!
Ponieważ są ferie i wstaję sporo później niż noralnie, jem trzy posiłki dziennie i przez kolejny tydzień tak zostanie.
Jutro znów muszę uzupełnić zamrażarkę o nowe wypieki MMmowe bo już prawie nic nie mam. Mam nadzieję ze wreszcei uda mi się zamieścić jakieś zdjęcia i przepisy konkretne. Musze po prostu się zmobilizować.
niedziela, 29 stycznia 2012
dzień 13
56,6...............ale................
Od piątku do dzś rano średnio było mmowo - w piątek nie jadlam kolacji, w sobote śniadania.Wszystko przez złe wyniki moczu synka :( Dopóki sprawa się nie wyjaśniła (a wyjaśniła się średno niestety), nie miałam głowy do jedzenia ani tym bardziej przestrzegania diety. Ten spadek też mnie wcale nie cieszy tak jak powinien, wszak to tylko waga....nic istotnego tak naprawdę.Zdrowie! Zdrowie jest najważniejsze!!! :)
Dziś na śniadanie najadłam się niemżliwie - grahamka z dżemem i serem, muffina z budyniem, ogórek i oczywiście kawa z mlekiem.
Po feriach zacznę wstawiac zdjęcia (chyba;)) bo nuuuudą wieje :)
Jutro jedziemy nad morze na kilka dni. Na pewno nie będzie możliwości jeść wyłącznie MM(szczególnie na śniadania), ale postaram się dać z siebie wszytko!
czwartek, 26 stycznia 2012
dzień 10
66,4................hahaha:)
NIe mogę :) Zaczynam sie na poważnie zastanawiać o co chodzi...... bo te spadki......hmmmm......imponujące! ;)
NIe mogę :) Zaczynam sie na poważnie zastanawiać o co chodzi...... bo te spadki......hmmmm......imponujące! ;)
środa, 25 stycznia 2012
dzień 8
66,5............... wciąż............
No tak to jeszcze nie było! Ponad 7 dni i nic!Mam nadzieję że lada dzień waga ruszy z kopyta, bo czeka mnie lekka załamka ;) Póki co dzisiaj na śniadanie muffiny z budyniem, ogórek i papryka, kawa z mlekiem. taksobie myslę że pewnie za mało warzyw jem do tych weglowodanowych posiłków, ale nie mogę, nie wcisnę więcej, szczególnie rano, szczegolnie do słodkiego śniadania! No nic - na razie ciąnę bez zmian, jeżeli o tygodniu nie będzie spadków, będzietrzeba się zastaniwić WHYYYY????
wtorek, 24 stycznia 2012
dzień 7
Oj były naleśniki! Pamietam, że na początku stosowania tej diety urzekły mnie naleśniki i placki na słodko. Przez pierwszy miesiąc był to absolutny hit, smażyłam codziennie na śniadania, wcinałam i nie mogłam uwierzyc że opychając się słodkimi naleśnikami można schudnąć!!! A jednak...:)
Na wczorajszy obiad zjadłam jajecznicę z ogórkami kiszonymi - tak na szybko szybko (korki z basenu;)).
Na kolację zupełnie nie pamiętam co, ale bankowo dietowo było :)
Dziś były małe niedogodności w postaci obiadu w knajpie ;) Mąż zaprosił nas do pirogerii i.......cóż bylo robić?;) Na szczęście w menu była też moja stała knajpiana (dietowa) pozycja - sałatka z kurczakiem/indykiem, sałatą, pomidorkami i innymi badylami :) Wątpliwości mógł budzić jedynie sos, konkretnie zawarte w nim konserwanty i cukier, ale pycha było więc nie wnikałam :) No. To taki luksus mnie dzis spotkał w ramach późnego obiadu:) Tak wogóle to fajnie tak sobie czasem wyjść na obiad:) Podadzą, sprzątną....ech.... nawet zmywarka dziś odpoczęła :)
Upiekłam wczoraj grahamki. Daaaawno nie piekłam bułeczek, ostatnio praktycznie non stop wypiekałam chleby na zakwasie, ale chyba czuję przesyt ciężkim i mokrym pieczywem. Zajadam się więc muffinami owocowymi, bułkami i chlebkiem pita :)
Dzis wypije jeszcze pół lampki czerwonego wina :)
Na wczorajszy obiad zjadłam jajecznicę z ogórkami kiszonymi - tak na szybko szybko (korki z basenu;)).
Na kolację zupełnie nie pamiętam co, ale bankowo dietowo było :)
Dziś były małe niedogodności w postaci obiadu w knajpie ;) Mąż zaprosił nas do pirogerii i.......cóż bylo robić?;) Na szczęście w menu była też moja stała knajpiana (dietowa) pozycja - sałatka z kurczakiem/indykiem, sałatą, pomidorkami i innymi badylami :) Wątpliwości mógł budzić jedynie sos, konkretnie zawarte w nim konserwanty i cukier, ale pycha było więc nie wnikałam :) No. To taki luksus mnie dzis spotkał w ramach późnego obiadu:) Tak wogóle to fajnie tak sobie czasem wyjść na obiad:) Podadzą, sprzątną....ech.... nawet zmywarka dziś odpoczęła :)
Upiekłam wczoraj grahamki. Daaaawno nie piekłam bułeczek, ostatnio praktycznie non stop wypiekałam chleby na zakwasie, ale chyba czuję przesyt ciężkim i mokrym pieczywem. Zajadam się więc muffinami owocowymi, bułkami i chlebkiem pita :)
Dzis wypije jeszcze pół lampki czerwonego wina :)
poniedziałek, 23 stycznia 2012
dzień 6
66,7 kg.
Nie było jajka na kolację. Było sporo różnych niekoniecznie dozwolonych rzeczy. Bylismy w gościach i popłynęłam :( Żeby tego było mało, w domu zjadłam czekoladki (ale tylko 2),kanapke, pierś z kurczaka. Waga piekna :( a czasu coraz mniej.
Dziś przykładnie od rana: muffiny z budyniem, papryka i ogórek,kawa z mlekiem.
Nie wiem co na obiad, nie wiem co na kolację. Na drugie śniadanie chyba trzasnę naleśniki....Tak, zdecydowanie nalesniki :)
Nie było jajka na kolację. Było sporo różnych niekoniecznie dozwolonych rzeczy. Bylismy w gościach i popłynęłam :( Żeby tego było mało, w domu zjadłam czekoladki (ale tylko 2),kanapke, pierś z kurczaka. Waga piekna :( a czasu coraz mniej.
Dziś przykładnie od rana: muffiny z budyniem, papryka i ogórek,kawa z mlekiem.
Nie wiem co na obiad, nie wiem co na kolację. Na drugie śniadanie chyba trzasnę naleśniki....Tak, zdecydowanie nalesniki :)
niedziela, 22 stycznia 2012
dzień 5
Nie właziłam dzis na wagę. Mimo że dietę stosuję od tygodnia, w piatek rano waga pokazała 67 kg!!! czyli jak w morde strzelił więcej niż przed dietą :(
Tak więc w ramach protestu nie wlazłam dzis wcale, w nosie mam :( , ale nie poddam się!!!
Jutro od rana już będzie przykładnie - dzień zacznę od wag i (łomatko a jak znówbędzie więcej....?).
W każdym razie trzymam się, walczę i już!
Dziś na śniadanie były muffiny MM z budyniem i kapką dżemu morelowego, papryka ze zmażonym serem i kiełkami rzodkiewki,
na obiad pochlonęłam pierś kurzęcą pod kołderką z serka brie i ogórkami kiszonymi. Dobre było.
Na kolację nie wiem co będzie, pewnie jajko z badylkiem jakimś...
Tak więc w ramach protestu nie wlazłam dzis wcale, w nosie mam :( , ale nie poddam się!!!
Jutro od rana już będzie przykładnie - dzień zacznę od wag i (łomatko a jak znówbędzie więcej....?).
W każdym razie trzymam się, walczę i już!
Dziś na śniadanie były muffiny MM z budyniem i kapką dżemu morelowego, papryka ze zmażonym serem i kiełkami rzodkiewki,
na obiad pochlonęłam pierś kurzęcą pod kołderką z serka brie i ogórkami kiszonymi. Dobre było.
Na kolację nie wiem co będzie, pewnie jajko z badylkiem jakimś...
środa, 18 stycznia 2012
Dzień 1 :)
Zapomniałam sie rano zważyć :) Trudno. Pewnie spektakularnych spadków od wczoraj nie było :)
Moje dzisiejsze menu:
Śniadanie: makaron z jagodami, białym serem i jogurtem naturalnym, ogórek zielony.
II śniadanie: cisto drożdżowe, ser, kapusta kiszona.
Obiad: 2 podudzia z kurczaka (niech żyje mój gar rzymski!!!), surówka z pora i marchewki.
Kolacja: półtora jajka na twardo, galaretka "z nóżek" by moja mama :)
To by było na tyle. Grzechów raczej nie pamietam ;)
Moje dzisiejsze menu:
Śniadanie: makaron z jagodami, białym serem i jogurtem naturalnym, ogórek zielony.
II śniadanie: cisto drożdżowe, ser, kapusta kiszona.
Obiad: 2 podudzia z kurczaka (niech żyje mój gar rzymski!!!), surówka z pora i marchewki.
Kolacja: półtora jajka na twardo, galaretka "z nóżek" by moja mama :)
To by było na tyle. Grzechów raczej nie pamietam ;)
wtorek, 17 stycznia 2012
test
No i mam :)
Lewa jestem komputerowo niesamowicie, ale jakims cudem udało mi się tu zaistnieć ;)
Bloga założyłam w akcie desperacji - mianowicie założenie jest takie, że dzięki niemu zmotywuję się do dzialania - działania na rzecz zrzucenia.... powiedzmy 6 kilogramów. Planuję osiągnąć ten cel do końca czerwca od dziś - mam więc 5,5 miesiąca. Brzmi banalnie.... wiem :) ale ....
przygodę z odchudzaniem zaczęłam ok. 2,5 roku temu. Zafascynowała mnie metoda M. Montignaca - wsiąknęłam całkiem i trzymając się (obiema ręcyma;)) zasad w 100 procentach, przez pierwsze 6 miesięcy nastąpił zrzut pierwszych 10 kilogramów:) . Później zaczęły się pierwsze odstepstwa, kilka(naście???) nieudanych powrotów, efektem czego jest 2,5 kilo więcej :( (no to w sumie i tak 7,5 mniej od czasów mojej świetności) ;)
Od dzis obiecuję sobie (uroczyście oczywiście) że wracam na dobrą (jedyną słuszną ;)) drogę MM :)
Na blogu będę spowadać się z pochłoniętych smakowitości, i pewnie z grzeszków (.... drobnych;))
Będzie dobrze!!!
Startujemy - 17 stycznia 2012 - waga 66,5 kg.
Cel - 30 czerwca 2012 - waga 60 kg :)
Uda się :) uda się:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






