Metoda Michaela Montignaca

Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)

Moja waga

poniedziałek, 19 marca 2012

cienka jestem jak.....

.....dupa węża!!!!





Ponieważ prognozy pogody na weekend kusiły, zapakowałam dzieci do samochodu i pojechaliśmy do mojej mamy, a właściwie do taty bo u niego nocujemy. Do niedzieli rano jedynym grzechem była sklepowa kiełbasa na ognisku, ale juz bez przesady - kawałeczek nikogo nie zabije (ani nie upasie ;)).  tak więc bez wyrzutów sumienia wkroczyłam w niedzielę w nowy etap mojego życia - etap trzydziestosześciolatki ;) I tu się właśnie zaczęło.... Moja kochana ośmioletnia córka upiekła z babcią tort dla mnie:)Urodzinowy. Sama własnoręcznie go ozdobiła! No i jak tu nie zjeść??? No jak?!? Oczywiście na jednym kawałku sie nie skonczyło:( a do wieczora bylo jeszcze gorzej :( Mój mąż (cholera) do prezentu urodzinowego dołożył pudełeczko mleczka alpejskiego - pudełko znaczy nie pudełeczko, bo te opakowania są spore przecież. .................... nie wiem ile zżarłam, ale sporo :(
Nie sądziłam że będę taka cienka, ostatnim razem nie złamałam zasad przez 6 miesięcy - ani jednego odstępstwa od założeń diety - słowo!
I teraz co? Od dzisiaj z ręką na sercu dieta dalej? Nie mam żadnych okazji do grzechów aż do Wielkanocy ;) Póki co:

Śniadanie - płatki owsiane na mleku, ogórek zielony, jogobelka brzoswiniowa, kawa z mlekiem.
Obiad - gulasz z udźca kurzego, fasolka zielona, surówka z pekinki, pora, koperku z sosem czosnkowym.
Koalcja - nie wiem - nie kupiłam sera pleśniowego (fuck!), a taką miałam ochotę na "szopską" sałątkę.... kupię makrekle i z jajkiem i ogórami kiszonymi wciągnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz