Wczoraj rano waga pokazała 63,6! Bardzo opornie mi to idzie, chyba mój organizm polubił moja wagę i nie zamierza pozbywać się balastu ;) Ale jestem twarda. Nie mam już jakiegos wielkiego ciśnienia, widzę po sobie, po spodniach, po stanikach że jest lepiej, coraz mniej mnie wystaje spod ciuchów ;) Postanowiłam, że jak waga pokaże 62 kg to kupię sobie nowe spodnie - a nie mam zbyt wiele czasu, bo dżinsy moje (jedyne) na tyłku mi się zaczynają przecierać!
Przedwczoraj wieczorem zjadłam 2 cukierki czekoladowe i kilka paluszków.... nie zagryzłam zieleniną ;) Dzis rano waga pokazała 64,2, więccoooffffffka totalna!
Codziennie robię conajmniej półgodzinny spacer z psem dość szybkim rokiem - no nie kurcgalopkiem, ale raczej żwawo :) Na inną forme aktywności oprócz basenu raz w tygodniu nie mam czasu nic a nic. I tak to mniej więcej wyglada....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz