Nie mam juz cierpliwosci do liczenia kolejnych dni. Czytelniej będzie wpisywać w tytule wagę:)
Fajnie że powolutku waga leci w dół.... pamietam,jak popowrocie znad morza na początku lutego waga pokazała rano 67,2!
Dziś pogrzebałam na zuzlowych przepisach MM i nosi mnie od rana :)Jutro pewnie będę wypiekać....
Mam też basen w planach (a raczej w sferze marzen nieśmiałych) na najbliższe dni. Tym razem pojadę sama bez dzieciorków - może wreszcie popływam, bo ostatnio moja aktywność basenowa polegała na usadzeniu tyłka na wielkim bąblu wodnym wypływajacym z dna brodzika dla maluszków ;).... i masowaniu czterech liter podczas gry w piłke z synkiem :) Z drugiej strony - co to za przyjemność sprawiać sobie ...przyjemność - tylko sobie...? Dylemat hehe:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz