Metoda Michaela Montignaca

Moja droga pod górkę do wymarzonej wagi :)

Moja waga

czwartek, 9 lutego 2012

Dzień 25

65,6


Wcinam sobie własnie muffiny z jagodami na śniadanie, przeglądam gazetę, znajome blogi, piję kawę :)
Mam w planach dzis łyżwy z córką, więc może nawet się załapię na trochę ruchu ;)
Wczoraj piekłam szarlotkę dla rodzinki, absolutnie nie MM ;)  ioczywiście podskubywałam sobie po troszku - jakb do kupy to zebrać, to by się okazało że wcięłam niewielki kawałak w sumie :( Straszny jestem łakomczuch. Okropny. Najgorsze w tym jest to, że jak zacznę choćby od malutkiego kawałka czekolady to kończę na całej tabliczce. Nie jestem w stanie się opanować.... A jak już zjem tą nieszczęsną tabliczkę czekolady to już nie mam innych zahamowań...... dlatego nie powinnam próbować nawet slodkości. Stosując MM można pozwolić sobie od czasu do czasu na okienko czekolady gorzkiej(po obiedzie tłuszczowym) - ja nie mogę - kończy się zawszena conajmniej połowie ;) (wiem, wiem - to nie jest smieszne).

Na łyżwach nie byłam. Syn mi się rozkichał :( Zjadłam dobry obiad - łososia smażonego i sałatkę a'la grecką z sosem czosnkowym, na kolację zupę brokułową.

Głodna jestem. Chyba.

21.19...wina bym się napiła....
Nie mam czerwonego wytrawnego wina - takie można pić po kolacji tłuszczowej:) Mam białe.....też wytrawne -  chyba to nie będzie naduzycie prawda? ;) Tym bardziej, że u mnienikt go nie wypije, więc po prostu muszę ja no - muszę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz